snowBoard MDS 54/2012
.: W poszukiwaniu głębokiego puchu / Polska i Słowacja
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
WOLLE NYVELT
Wolfgang... Gdziekolwiek go zobaczycie – na filmie, czy w rzeczywistości – z pewnością zahipnotyzuje was niepowtarzalnym stylem jazdy, w intuicyjny sposób łączącym surfowanie na fali, z klasyką deskorolkowych trików. Wolle, jak nikt inny, potrafił zdefiniować wspólny mianownik najważniejszych deskowych zajawek: snowboardingu, surfingu i skateboardingu. Co więcej, Wolle zaciera między nimi granice sprawiając, że każdy styl jazdy staje się możliwy. Pływanie w puchu? Bardziej, niż do tej pory sobie wyobrażaliście, bo jazda na przedziwnej desce wyciętej ze sklejki, to prawdziwy surfing. Deskorolkowy styl na backcountry? Nikt go nie zaprezentuje lepiej niż człowiek, który rezygnuje z wiązań.
Jednak najbardziej intrygujące w Nyvelt'cie jest to, że swoim nieśmiałym uśmiechem oraz zwyczajnym, niestylizowanym na nic, ani na nikogo sposobem bycia, umiejętnie skraca dystans z otoczeniem. Wolle wydaje się być normalnym chłopakiem z sąsiedztwa, który o lata gwiezdne jest oddalony od wizerunku, jaki w potocznym mniemaniu towarzyszy snowboardowej gwieździe. W przypadku Nyvelta, Gwieździe przez duże G, co kilka sezonów temu potwierdził Transworld Magazine, honorując go tytułem “Rider of the Year”.

Na rozmowę z Wolfgangiem umawialiśmy się od dłuższego czasu, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie – wiadomo, sezon się rozkręcał, ciągłe wyjazdy i pierwsza gorączka śniegu... To wszystko mogliśmy zrozumieć, ale w końcu Święta zaczęły się nieubłaganie zbliżać, a tu na łączach cisza okrutna! No to ślemy prośby, groźby i błagania... Cisza... Dziwne, bo do tej pory można było na Wollego liczyć. Aż tu nagle, niemal od świątecznego jadła odrywa nas Wolle, zgłaszając się z... lotniska w Vancouver. Właśnie tam znalazł chwilę czasu pomiędzy przesiadkami, żeby “spokojnie” dokończyć wywiad.
SnowBoard MDS: Co w snowboardingu podoba Ci się najbardziej?
Wolle: Bardzo ważne dla mnie są te chwile, które mogę dzielić z przyjaciółmi jeżdżąc desce. Jednak w snowboardingu najbardziej uwielbiam puch – to jest to, na co czekam cały rok! Lubię też wyskoczyć z przyjaciółmi do snowparku, by patrzeć jak młode pokolenie ostro wymiata ;).
Mayerhofen, w którym mieszkasz, jest chyba idealnym miejscem dla kogoś, kto tak jak Ty żyje snowboardem. Czy wobec tego istnieje jakaś inna, bardziej przez Ciebie pożądana miejscówka?
Trudne pytanie, Mayerhofen faktycznie jest prawie idealne i bardzo lubię tam przebywać. Powiedziałem „prawie”, ponieważ tak naprawdę zarówno moja żona, jak i ja, tęsknimy za oceanem i falami. Dlatego też miejsce będące blisko plaży byłoby „idealniejsze”. Tak czy owak cała moja rodzina żyje w Mayerhofen, a ja jestem bardzo przywiązany do swoich korzeni, więc przypuszczam, że również tutaj się zestarzeję ;).
Co porabiasz, gdy nie jeździsz na snowboardzie?
Po skończonym sezonie snowboardowym przeważnie wyjeżdżam na surfingowe wyprawy z żoną i dzieciakami. Poza tym, gdy tylko jestem u siebie w domu i mam wolny czas dużo jeżdżę na deskorolce i, oczywiście, ostro pracuję przy produkcji powsurferów i różnego typu desek surfingowych, które są później używane na rzekach w okolicach Zillertal (m.in. na rzece Inn jest fajny spot surfingowy – tworzy się fala, którą można cały dzień ujeżdżać - dop. redakcji).

Jesteś jedną z bardziej znanych w środowisku osób jeżdżących bez wiązań. Co daje taki rodzaj snowboardingu?
Najważniejsza jest możliwość ślizgania się, szybowanie w puchu, jakiej nie oferuje typowy zestaw sprzętu. Naturalnie jest to opcja na bardzo śnieżne dni.
Jak zrodził się projekt, którego efektem jest Twoja mała „manufaktura” powsurfingów?
Przygodę z Äsmo rozpocząłem wraz z moim przyjacielem Stevem Gruberem „Greenem” w 2007 roku. Zainspirował nas snowskate wypuszczony przez Salomona. W naszym przypadku produkcja powsurferów była sposobem na zabicie czasu w oczekiwaniu na opady świeżego puchu, a poza tym pozwalała wykraczać poza dotychczasowe kanony i była czymś zupełnie nowym, zajawkowym.
Stworzyliśmy wiele modeli typu fish, z jaskółczym lub z zaokrąglonym ogonem, z odwróconym taliowaniem – prawdziwie zwariowane patenty.
Czy uważasz, że idee typu noboard, czy powsurfer, mogą zainteresować szerokie grono snowboaderów?
Możliwe, ale nie jestem w stanie tego przewidzieć. Myślę, że jest to fajna rzecz, którą warto mieć w swoim pokrowcu wraz ze zwykłą deską snowboardową. Pewnie znajdą się tacy, którym spodoba się tego rodzaju jazda, jak tylko jej spróbują. Choć to wciąż jest tylko zabawa, nic wielkiego.
Jak obecnie rozwija się Twój projekt Äsmo?
Idzie dobrze, dziękuję. Wspiera mnie Salomon, więc wraz ze Stevem wykonamy na przyszły sezon prawdopodobnie około 30-40 desek. Lista chętnych jest już dość długa - niestety, haha - ale oczywiście, jeśli ktoś ma jakieś pytania niech wyśle maila na: aesmo@aesthetiker.com.

Czy poza produkcją powsurferów Äsmo bierzesz też udział w projektowaniu desek Salomona?
Taaak, Salomon wymiata. Jestem z nimi związany już od bardzo dawna - Salomon wspiera mnie w tym co robię i tak naprawdę daje mi wolną rękę. Więc mogę projektować deski tak, jak uważam za słuszne. Jesteśmy bardzo ze sobą związani, zwłaszcza podczas projektowania nowych modeli. Myślę zresztą, że daje się to zauważyć, gdy popatrzycie na nową kolekcję desek Salomona: SickStick oraz Grip to projekty, nad którymi ostro pracowałem. Natomiast cała linia jibbowa jest projektowana przez Chrisa Greniera, Jeda Louifa i innych z teamu… Ci kolesie naprawdę rządzą!
Który z ostatnich wielkich trendów w snowboardingu uważasz za najważniejszy?
Myślę, że cała idea jibbingu niesamowicie się rozwinęła i stała się bardzo klarowna dzięki temu, że czerpie wiele ze skateboardingu, co moim zdaniem jest wręcz obłędne - uwielbiam na to patrzeć. Również niesamowity rozwój został osiągnięty na kickerach oraz w halfpipe’ie. Poza tym podoba mi się, że snowboarding otworzył się na różne kształty desek i ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że dobrze jest mieć kilka modeli i dobierać je ze względu na warunki.
Poprzez produkty Salomona – ale również i powsurfery Äsmo – kojarzysz się z ekologią. Czy to dla Ciebie ważna idea?
Oczywiście! Wkładamy dużo pracy w nasze deski Green Cake, a poza tym Salomon kładzie szczególny nacisk na to, by wszystkie nowe deski były coraz bardziej ekologiczne.
Jesteś bardzo uniwersalnym snowboarderem, ale pewnie masz swój ulubiony styl?
Tak naprawdę w snowboardingu lubię wszystko. Uwielbiam jeździć w puchu, ale właściwie będę jeździł wszędzie tam, gdzie tylko można to robić. Niestety, jedyną rzeczą, która mnie dobija jest to, że nie mamy w Austrii porządnego pipe’u (?! - bez komentarza – red.).
Które z miejsc, jakie odwiedziłeś podczas swoich licznych snowboardowych podróży, uważasz za najlepsze?
Zdecydowanie AK (Alaska – przyp.). Jeśli ktoś tylko ma szansę tam się wybrać, niech to zrobi koniecznie. Naprawdę warto!
Kiedy zacząłeś swoją przygodę ze snowboardem?
Gdy miałem 15 lat zacząłem jeździć na deskorolce, a zaraz potem na snowboardzie.

Z jakimi ludźmi najchętniej wybierasz się w góry?
Uwielbiam jeździć z całą ekipą Absinthe oraz z moimi ziomkami z Ästhetikera.
Czy jest ktoś, kto wywarł duży wpływ na Twoją jazdę?
Jamie Lynn oraz Peter Line to moi bohaterowie, tak samo zresztą jak Terje Haakonsen oraz Craig Kelly.
Tytuł “Rider of the Year”, który dostałeś w 2007 roku od Transworld Magazine, jest dużym osiągnięciem dla każdego snowboardera. Czym jest dla Ciebie?
Kiedy otrzymałem “Rider of the Year” byłem totalnie zszokowany. Musiałem wyjść na scenę i powiedzieć parę słów, ale byłem zbyt zdenerwowany, by z siebie coś sensownego wydobyć. Oczywiście jestem dumny z tej nagrody, bo jest to rzeczywiście coś wielkiego!
Zaliczyłeś ostatnio na desce jakąś „magiczną chwilę”?
W tym roku (2010 – dop.) było to podczas kręcenia produkcji 9191, gdy jeździliśmy razem z Gigim i Blairem. W sumie trwało to 3 dni, ale tego jednego, jedynego dnia, kiedy działaliśmy w tzw. Rooster Tail w Haines, było naprawdę magicznie. Naszą zdrowo szurniętą ekipą zjechaliśmy 6 czy 7 razy, a w drodze powrotnej wcinaliśmy słodkie ciasteczka, jakie upiekła dla nas żona pilota, podczas gdy sam pilot ostro zapodawał „po bandzie”.
Pamiętasz swój najgorszy dzień na desce?
Nie bardzo... Może parę tygodni temu, gdy rozpoczynaliśmy sezon w Mayerhofen, a na górze spadł deszcz, który następnie zamarzł. Takie chwile są do bani, ale się zdarzają. Mimo to wciąż uważam, że mam najlepszy zawód na świecie :).
Gdy robisz trik, co jest dla ciebie ważniejsze: techniczna trudność, czy styl?
Oczywiście obie te rzeczy. Najlepiej na raz.
Czy z jakiejś swojej linii w górach jesteś szczególnie dumny?
Nie powiedziałbym, że dumny, ale u siebie w rodzinnych stronach mam kilka sekretnych tras, na których uwielbiam jeździć z przyjaciółmi.
Najważniejsze dla Ciebie osoby...
Moja żona Stefanie, córka Mila oraz syn Nicolas. No i oczywiście mama, tata, cała moja rodzina oraz przyjaciele.
Jakie masz plany na najbliższy okres?
W tym momencie siedzę na lotnisku w Vancouver i czekam na Steve’a, bo właśnie udajemy się na „noboard race” w BC (British Columbia – przyp.). A poza tym... Po prostu będę jeździł w poszukiwaniu opadów świeżego śniegu :).
Wolfgang Nyvelt
- Mieszka w: Mayerhofen;
- wiek: 32;
- na desce od: 1994;
- osiągnięcia: Nico i Mila;
- sponsorzy: Salomon, Billabong, Dragon, Dakine, Vans, Slytech, Planet Sports.
snowBoard MDS nr 50/2011
Wolfgang... Gdziekolwiek go zobaczycie – na filmie, czy w rzeczywistości – z pewnością zahipnotyzuje was niepowtarzalnym stylem jazdy, w intuicyjny sposób łączącym surfowanie na fali, z klasyką deskorolkowych trików. Wolle, jak nikt inny, potrafił zdefiniować wspólny mianownik najważniejszych deskowych zajawek: snowboardingu, surfingu i skateboardingu. Co więcej, Wolle zaciera między nimi granice sprawiając, że każdy styl jazdy staje się możliwy. Pływanie w puchu? Bardziej, niż do tej pory sobie wyobrażaliście, bo jazda na przedziwnej desce wyciętej ze sklejki, to prawdziwy surfing. Deskorolkowy styl na backcountry? Nikt go nie zaprezentuje lepiej niż człowiek, który rezygnuje z wiązań.
Jednak najbardziej intrygujące w Nyvelt'cie jest to, że swoim nieśmiałym uśmiechem oraz zwyczajnym, niestylizowanym na nic, ani na nikogo sposobem bycia, umiejętnie skraca dystans z otoczeniem. Wolle wydaje się być normalnym chłopakiem z sąsiedztwa, który o lata gwiezdne jest oddalony od wizerunku, jaki w potocznym mniemaniu towarzyszy snowboardowej gwieździe. W przypadku Nyvelta, Gwieździe przez duże G, co kilka sezonów temu potwierdził Transworld Magazine, honorując go tytułem “Rider of the Year”.

Na rozmowę z Wolfgangiem umawialiśmy się od dłuższego czasu, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie – wiadomo, sezon się rozkręcał, ciągłe wyjazdy i pierwsza gorączka śniegu... To wszystko mogliśmy zrozumieć, ale w końcu Święta zaczęły się nieubłaganie zbliżać, a tu na łączach cisza okrutna! No to ślemy prośby, groźby i błagania... Cisza... Dziwne, bo do tej pory można było na Wollego liczyć. Aż tu nagle, niemal od świątecznego jadła odrywa nas Wolle, zgłaszając się z... lotniska w Vancouver. Właśnie tam znalazł chwilę czasu pomiędzy przesiadkami, żeby “spokojnie” dokończyć wywiad.
SnowBoard MDS: Co w snowboardingu podoba Ci się najbardziej?
Wolle: Bardzo ważne dla mnie są te chwile, które mogę dzielić z przyjaciółmi jeżdżąc desce. Jednak w snowboardingu najbardziej uwielbiam puch – to jest to, na co czekam cały rok! Lubię też wyskoczyć z przyjaciółmi do snowparku, by patrzeć jak młode pokolenie ostro wymiata ;).
Mayerhofen, w którym mieszkasz, jest chyba idealnym miejscem dla kogoś, kto tak jak Ty żyje snowboardem. Czy wobec tego istnieje jakaś inna, bardziej przez Ciebie pożądana miejscówka?
Trudne pytanie, Mayerhofen faktycznie jest prawie idealne i bardzo lubię tam przebywać. Powiedziałem „prawie”, ponieważ tak naprawdę zarówno moja żona, jak i ja, tęsknimy za oceanem i falami. Dlatego też miejsce będące blisko plaży byłoby „idealniejsze”. Tak czy owak cała moja rodzina żyje w Mayerhofen, a ja jestem bardzo przywiązany do swoich korzeni, więc przypuszczam, że również tutaj się zestarzeję ;).
Co porabiasz, gdy nie jeździsz na snowboardzie?
Po skończonym sezonie snowboardowym przeważnie wyjeżdżam na surfingowe wyprawy z żoną i dzieciakami. Poza tym, gdy tylko jestem u siebie w domu i mam wolny czas dużo jeżdżę na deskorolce i, oczywiście, ostro pracuję przy produkcji powsurferów i różnego typu desek surfingowych, które są później używane na rzekach w okolicach Zillertal (m.in. na rzece Inn jest fajny spot surfingowy – tworzy się fala, którą można cały dzień ujeżdżać - dop. redakcji).

Jesteś jedną z bardziej znanych w środowisku osób jeżdżących bez wiązań. Co daje taki rodzaj snowboardingu?
Najważniejsza jest możliwość ślizgania się, szybowanie w puchu, jakiej nie oferuje typowy zestaw sprzętu. Naturalnie jest to opcja na bardzo śnieżne dni.
Jak zrodził się projekt, którego efektem jest Twoja mała „manufaktura” powsurfingów?
Przygodę z Äsmo rozpocząłem wraz z moim przyjacielem Stevem Gruberem „Greenem” w 2007 roku. Zainspirował nas snowskate wypuszczony przez Salomona. W naszym przypadku produkcja powsurferów była sposobem na zabicie czasu w oczekiwaniu na opady świeżego puchu, a poza tym pozwalała wykraczać poza dotychczasowe kanony i była czymś zupełnie nowym, zajawkowym.
Stworzyliśmy wiele modeli typu fish, z jaskółczym lub z zaokrąglonym ogonem, z odwróconym taliowaniem – prawdziwie zwariowane patenty.
Czy uważasz, że idee typu noboard, czy powsurfer, mogą zainteresować szerokie grono snowboaderów?
Możliwe, ale nie jestem w stanie tego przewidzieć. Myślę, że jest to fajna rzecz, którą warto mieć w swoim pokrowcu wraz ze zwykłą deską snowboardową. Pewnie znajdą się tacy, którym spodoba się tego rodzaju jazda, jak tylko jej spróbują. Choć to wciąż jest tylko zabawa, nic wielkiego.
Jak obecnie rozwija się Twój projekt Äsmo?
Idzie dobrze, dziękuję. Wspiera mnie Salomon, więc wraz ze Stevem wykonamy na przyszły sezon prawdopodobnie około 30-40 desek. Lista chętnych jest już dość długa - niestety, haha - ale oczywiście, jeśli ktoś ma jakieś pytania niech wyśle maila na: aesmo@aesthetiker.com.

Czy poza produkcją powsurferów Äsmo bierzesz też udział w projektowaniu desek Salomona?
Taaak, Salomon wymiata. Jestem z nimi związany już od bardzo dawna - Salomon wspiera mnie w tym co robię i tak naprawdę daje mi wolną rękę. Więc mogę projektować deski tak, jak uważam za słuszne. Jesteśmy bardzo ze sobą związani, zwłaszcza podczas projektowania nowych modeli. Myślę zresztą, że daje się to zauważyć, gdy popatrzycie na nową kolekcję desek Salomona: SickStick oraz Grip to projekty, nad którymi ostro pracowałem. Natomiast cała linia jibbowa jest projektowana przez Chrisa Greniera, Jeda Louifa i innych z teamu… Ci kolesie naprawdę rządzą!
Który z ostatnich wielkich trendów w snowboardingu uważasz za najważniejszy?
Myślę, że cała idea jibbingu niesamowicie się rozwinęła i stała się bardzo klarowna dzięki temu, że czerpie wiele ze skateboardingu, co moim zdaniem jest wręcz obłędne - uwielbiam na to patrzeć. Również niesamowity rozwój został osiągnięty na kickerach oraz w halfpipe’ie. Poza tym podoba mi się, że snowboarding otworzył się na różne kształty desek i ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że dobrze jest mieć kilka modeli i dobierać je ze względu na warunki.
Poprzez produkty Salomona – ale również i powsurfery Äsmo – kojarzysz się z ekologią. Czy to dla Ciebie ważna idea?
Oczywiście! Wkładamy dużo pracy w nasze deski Green Cake, a poza tym Salomon kładzie szczególny nacisk na to, by wszystkie nowe deski były coraz bardziej ekologiczne.
Jesteś bardzo uniwersalnym snowboarderem, ale pewnie masz swój ulubiony styl?
Tak naprawdę w snowboardingu lubię wszystko. Uwielbiam jeździć w puchu, ale właściwie będę jeździł wszędzie tam, gdzie tylko można to robić. Niestety, jedyną rzeczą, która mnie dobija jest to, że nie mamy w Austrii porządnego pipe’u (?! - bez komentarza – red.).
Które z miejsc, jakie odwiedziłeś podczas swoich licznych snowboardowych podróży, uważasz za najlepsze?
Zdecydowanie AK (Alaska – przyp.). Jeśli ktoś tylko ma szansę tam się wybrać, niech to zrobi koniecznie. Naprawdę warto!
Kiedy zacząłeś swoją przygodę ze snowboardem?
Gdy miałem 15 lat zacząłem jeździć na deskorolce, a zaraz potem na snowboardzie.

Z jakimi ludźmi najchętniej wybierasz się w góry?
Uwielbiam jeździć z całą ekipą Absinthe oraz z moimi ziomkami z Ästhetikera.
Czy jest ktoś, kto wywarł duży wpływ na Twoją jazdę?
Jamie Lynn oraz Peter Line to moi bohaterowie, tak samo zresztą jak Terje Haakonsen oraz Craig Kelly.
Tytuł “Rider of the Year”, który dostałeś w 2007 roku od Transworld Magazine, jest dużym osiągnięciem dla każdego snowboardera. Czym jest dla Ciebie?
Kiedy otrzymałem “Rider of the Year” byłem totalnie zszokowany. Musiałem wyjść na scenę i powiedzieć parę słów, ale byłem zbyt zdenerwowany, by z siebie coś sensownego wydobyć. Oczywiście jestem dumny z tej nagrody, bo jest to rzeczywiście coś wielkiego!
Zaliczyłeś ostatnio na desce jakąś „magiczną chwilę”?
W tym roku (2010 – dop.) było to podczas kręcenia produkcji 9191, gdy jeździliśmy razem z Gigim i Blairem. W sumie trwało to 3 dni, ale tego jednego, jedynego dnia, kiedy działaliśmy w tzw. Rooster Tail w Haines, było naprawdę magicznie. Naszą zdrowo szurniętą ekipą zjechaliśmy 6 czy 7 razy, a w drodze powrotnej wcinaliśmy słodkie ciasteczka, jakie upiekła dla nas żona pilota, podczas gdy sam pilot ostro zapodawał „po bandzie”.
Pamiętasz swój najgorszy dzień na desce?
Nie bardzo... Może parę tygodni temu, gdy rozpoczynaliśmy sezon w Mayerhofen, a na górze spadł deszcz, który następnie zamarzł. Takie chwile są do bani, ale się zdarzają. Mimo to wciąż uważam, że mam najlepszy zawód na świecie :).
Gdy robisz trik, co jest dla ciebie ważniejsze: techniczna trudność, czy styl?
Oczywiście obie te rzeczy. Najlepiej na raz.
Czy z jakiejś swojej linii w górach jesteś szczególnie dumny?
Nie powiedziałbym, że dumny, ale u siebie w rodzinnych stronach mam kilka sekretnych tras, na których uwielbiam jeździć z przyjaciółmi.
Najważniejsze dla Ciebie osoby...
Moja żona Stefanie, córka Mila oraz syn Nicolas. No i oczywiście mama, tata, cała moja rodzina oraz przyjaciele.
Jakie masz plany na najbliższy okres?
W tym momencie siedzę na lotnisku w Vancouver i czekam na Steve’a, bo właśnie udajemy się na „noboard race” w BC (British Columbia – przyp.). A poza tym... Po prostu będę jeździł w poszukiwaniu opadów świeżego śniegu :).
Wolfgang Nyvelt
- Mieszka w: Mayerhofen;
- wiek: 32;
- na desce od: 1994;
- osiągnięcia: Nico i Mila;
- sponsorzy: Salomon, Billabong, Dragon, Dakine, Vans, Slytech, Planet Sports.
snowBoard MDS nr 50/2011






