snowBoard MDS 54/2012
.: W poszukiwaniu głębokiego puchu / Polska i Słowacja
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
KUBA DYTKOWSKI
Tak się przedziwnie składa, że o Kubie ostatnio w naszym Magazynie było niewiele. Stanowczo za mało, wziąwszy pod uwagę fakt, że właśnie ostatnio Kuba bez zbędnego rozgłosu otwierał „next level” polskiego jibbingu. No ale Kuba nie ciśnie się zbytnio na afisz, wybierając własne ścieżki w swoim mrocznym królestwie streetu. Mając na podorędziu czosnek i srebrny krucyfiks postanowiliśmy przymusić Kubę do małej spowiedzi. Oto co nam powiedział o zajawie, podróżach, o progresie, kręceniu trików oraz ujęć.

MDS: Zacznijmy jakimś miłym akcentem - jak Ci się podoba ten sezon? Pewnie sprawił, że jesteś ostatnio bardzo zadowolony?
Kuba: Sezon podoba mi się tak bardzo, jak ta zima. Duża ilość śniegu daje nowe możliwości, których wcześniej nie było widać, więc korzystam z nich maksymalnie. Dużo nagrywam i wychodzi to wręcz rewelacyjnie :).
Miło słyszeć. A podobno w tym roku, poza nagrywkami z MEP.tv, udało Ci się nagrać coś z kolegami z francuskiego Homies. Powiedz nam, jak się poznaliście i jak układa się wam współpraca?
Współpraca z Homies wyniknęła przede wszystkim za sprawą mojego francuskiego sponsora, firmy Advita. Na początku grudnia pojechaliśmy z Gniazdem na meeting do szwajcarskiego Les Diablorets, gdzie odrazu zaproponowano nam, żebyśmy spotkali się z Nico Drozem. I w ten sposób spędziliśmy tydzień na francuskich spotach, w dobrym towarzystwie „Tres Bien”. A w lutym chłopaki przyjechały do nas. Niestety, ja akurat byłem na pucharze Francji w Les 2 Alpes i, gdy wróciłem, razem zdołaliśmy pojeździć już tylko przez dwa dni.
Czym różnią się tamtejsze miejscówki i styl jazdy od tego, co mamy na naszym podwórku?
We Francji już po paru spotach zacząłem się poważnie zastanawiać, czy mają tam może coś bez bomb dropa na lądowaniu, bo trochę dobijało... Ale ogólnie wyjazd tak wpłynął na mój styl jazdy, że spodobały mi się te bomb dropy i zacząłem je preferować. Może do czasu odbitej pięty... Bo właśnie miałem półtora tygodnia przerwy i niestety boli dalej. A wiem, że z piętą nie będzie lekko i jeszcze trochę poboli.
Jesteś jednym z najbardziej wszechstronnych rajderów polskiej sceny snb. Jaki rodzaj jazdy cieszy Cię najbardziej: park, pipe, street?
Wiadomo, że fajnie poskakać na pipe'ie i wiem, że bardzo dużo dało mi to w czuciu deski. Ale patrząc na to, co się dzieje na świecie, lekko tracę motywację. Park jest super do rozwoju, ale największą przyjemność sprawia mi street, bo to właśnie w tej dziedzinie można gonić poziom światowy. Z jednej strony trikami, z drugiej pomysłami i miejscówkami.

Wróćmy do początków, czyli jak to wszystko się zaczęło... Gdzie zacząłeś jeździć i kiedy zrozumiałeś, że chcesz to robić na wysokim poziomie?
Najwięcej czasu spędzałem w Szczyrku. Co weekend wraz z rodzicami byłem na Golgocie i Solisku. Do tego jeszcze sylwestrowe obozy w PTTK-u i Kaimówce. I właśnie na Kaimówce wystartowałem na swoich pierwszych zawodach. Chyba właśnie wtedy poczułem, że chciałbym, aby tych zawodów było więcej. No i się zaczęło: Olimpiady Młodzieży, Mistrzostwa Polski... Bardzo dużo dała mi jazda w igielitowym parku w Bytomiu, gdzie z Cząstkiem i kuzynem Jackiem potrafiliśmy być pięć razy w tygodniu - i trwało to chyba przez 3 lata. Więc jak tu nie zrobić progresu? A zimą Biały Krzyż i „kościółek”, gdzie wszystko siadało... Tak to z czasem poleciało, do tego przyszła jazda w kadrze i dużo wyjazdów.
Skoro wspomniałeś o wyjazdach, to może wymienisz najciekawsze miejsca i te, które Twoim zdaniem są najlepsze? Zwiedziłeś chyba kawałek świata...
Pierwszą daleką podróż miałem na Mistrzostwa Świata Juniorów do Korei Płd. Później dużo jeździłem po Europie, a w zeszłym sezonie byłem na Uniwersjadzie w Chinach, a zaraz potem na Pucharze Świata w Vancouver - na tym samym pajpie, na którym teraz odbywały się olimpijskie przejazdy. I wydaje mi się, że chyba najlepiej jest właśnie w Vancouver – super są zarówno góry, jak i miasto, a do tego jeszcze ocean.
A gdzie teraz lubisz jeździć? Które miejscówki w Polsce lub za granicą odwiedzasz najchętniej?
W Polsce najbardziej skupiam się na nagrywaniu, więc jeżdżę głównie w Katowicach i okolicy :). Mamy tu naprawdę dużo niezłych spotów, a gdy jest śnieg, tak jak tej zimy, to nie ma sensu ruszać się gdzie indziej. Za granicą dużo czasu spędzam w Saas Fee i Laax, jednak najlepiej latem jest w Les 2 Alpes.
Co takiego jest w jeździe pod nagrywki, że tak bardzo lubisz to robić?
Potrafię się wtedy najmocniej zmobilizować i próbować trudniejszych rzeczy. Przez to właśnie się rozwijam. Lubię później patrzeć na to, co wyszło i planować następny sezon.
Na poziom pewnie duży wpływ mają kumple... Z kim najlepiej Ci się jeździ?
Z Hanysami, heheh. Najczęściej jeżdżę z Radkiem Cząstkiewiczem i młodym Zielonym. Z nimi zawsze pozytywnie i śmiesznie jest.
Co jeszcze równie mocno motywuje Cię do jazdy?
Chęć robienia nowych rzeczy i ciągły progres - to jest chyba najważniejsze, żeby nie stać w miejscu. A na desce mogę to realizować.
Czy masz jeszcze jakiś snowboardowych idoli? Czyją jazdą jarasz się najbardziej?
Ciężko powiedzieć, bo najbardziej wpływa na mnie to, co zobaczę na filmach. A z roku na rok to się szybko zmienia - tu Helgasonowie, tam Horgmo, John Jackson i jeszcze nie wiadomo skąd Ethan Deiss...
Tegoroczna produkcja MEPtv, z Twoim udziałem, miała tytuł Magic Moments. Jaką chwilę na desce wspominasz najmilej?
To było chyba w tym roku, gdy leciałem nad schodami i 2-kinkiem... Poszło lepiej, niż to sobie wyobrażałem! To na pewno był Magic Moment!

Był taki okres, że przepychało się do Ciebie kilku sponsorów. Co sprawiło, że wybrałes Rome'a?
To, że moja dziewczyna ma na imię Roma :). Więc gdy jeżdżę na desce, a mojej dziewczyny ze mną nie ma, to mam przynajmniej Rome'a.
I na koniec odrobina „prywaty”, czyli pozdrowienia ;).
Pozdrawiam rodzinę, moją kochaną dziewczynę, sponsorów i tych wszystkich, z którymi przebywam na desce, jak i poza nią.
mieszka w: Katowice/Bielsko-Biała;
urodzony: Ruda Śląska;
na desce od: 1999;
ulubiona miejscówka: każda nowa;
best trick: 50-50;
deska: Artifact, Postermania, Agent;
stance: goofy, +15 / -15;
sponsorzy: Rome SDS, Advita, Celsius, Nixon, Dragon, Long John.
Tekst: red., Zdjęcia: Yarrek
snowBoard MDS 48/2010
Tak się przedziwnie składa, że o Kubie ostatnio w naszym Magazynie było niewiele. Stanowczo za mało, wziąwszy pod uwagę fakt, że właśnie ostatnio Kuba bez zbędnego rozgłosu otwierał „next level” polskiego jibbingu. No ale Kuba nie ciśnie się zbytnio na afisz, wybierając własne ścieżki w swoim mrocznym królestwie streetu. Mając na podorędziu czosnek i srebrny krucyfiks postanowiliśmy przymusić Kubę do małej spowiedzi. Oto co nam powiedział o zajawie, podróżach, o progresie, kręceniu trików oraz ujęć.

MDS: Zacznijmy jakimś miłym akcentem - jak Ci się podoba ten sezon? Pewnie sprawił, że jesteś ostatnio bardzo zadowolony?
Kuba: Sezon podoba mi się tak bardzo, jak ta zima. Duża ilość śniegu daje nowe możliwości, których wcześniej nie było widać, więc korzystam z nich maksymalnie. Dużo nagrywam i wychodzi to wręcz rewelacyjnie :).
Miło słyszeć. A podobno w tym roku, poza nagrywkami z MEP.tv, udało Ci się nagrać coś z kolegami z francuskiego Homies. Powiedz nam, jak się poznaliście i jak układa się wam współpraca?
Współpraca z Homies wyniknęła przede wszystkim za sprawą mojego francuskiego sponsora, firmy Advita. Na początku grudnia pojechaliśmy z Gniazdem na meeting do szwajcarskiego Les Diablorets, gdzie odrazu zaproponowano nam, żebyśmy spotkali się z Nico Drozem. I w ten sposób spędziliśmy tydzień na francuskich spotach, w dobrym towarzystwie „Tres Bien”. A w lutym chłopaki przyjechały do nas. Niestety, ja akurat byłem na pucharze Francji w Les 2 Alpes i, gdy wróciłem, razem zdołaliśmy pojeździć już tylko przez dwa dni.
Czym różnią się tamtejsze miejscówki i styl jazdy od tego, co mamy na naszym podwórku?
We Francji już po paru spotach zacząłem się poważnie zastanawiać, czy mają tam może coś bez bomb dropa na lądowaniu, bo trochę dobijało... Ale ogólnie wyjazd tak wpłynął na mój styl jazdy, że spodobały mi się te bomb dropy i zacząłem je preferować. Może do czasu odbitej pięty... Bo właśnie miałem półtora tygodnia przerwy i niestety boli dalej. A wiem, że z piętą nie będzie lekko i jeszcze trochę poboli.
Jesteś jednym z najbardziej wszechstronnych rajderów polskiej sceny snb. Jaki rodzaj jazdy cieszy Cię najbardziej: park, pipe, street?
Wiadomo, że fajnie poskakać na pipe'ie i wiem, że bardzo dużo dało mi to w czuciu deski. Ale patrząc na to, co się dzieje na świecie, lekko tracę motywację. Park jest super do rozwoju, ale największą przyjemność sprawia mi street, bo to właśnie w tej dziedzinie można gonić poziom światowy. Z jednej strony trikami, z drugiej pomysłami i miejscówkami.

Wróćmy do początków, czyli jak to wszystko się zaczęło... Gdzie zacząłeś jeździć i kiedy zrozumiałeś, że chcesz to robić na wysokim poziomie?
Najwięcej czasu spędzałem w Szczyrku. Co weekend wraz z rodzicami byłem na Golgocie i Solisku. Do tego jeszcze sylwestrowe obozy w PTTK-u i Kaimówce. I właśnie na Kaimówce wystartowałem na swoich pierwszych zawodach. Chyba właśnie wtedy poczułem, że chciałbym, aby tych zawodów było więcej. No i się zaczęło: Olimpiady Młodzieży, Mistrzostwa Polski... Bardzo dużo dała mi jazda w igielitowym parku w Bytomiu, gdzie z Cząstkiem i kuzynem Jackiem potrafiliśmy być pięć razy w tygodniu - i trwało to chyba przez 3 lata. Więc jak tu nie zrobić progresu? A zimą Biały Krzyż i „kościółek”, gdzie wszystko siadało... Tak to z czasem poleciało, do tego przyszła jazda w kadrze i dużo wyjazdów.
Skoro wspomniałeś o wyjazdach, to może wymienisz najciekawsze miejsca i te, które Twoim zdaniem są najlepsze? Zwiedziłeś chyba kawałek świata...
Pierwszą daleką podróż miałem na Mistrzostwa Świata Juniorów do Korei Płd. Później dużo jeździłem po Europie, a w zeszłym sezonie byłem na Uniwersjadzie w Chinach, a zaraz potem na Pucharze Świata w Vancouver - na tym samym pajpie, na którym teraz odbywały się olimpijskie przejazdy. I wydaje mi się, że chyba najlepiej jest właśnie w Vancouver – super są zarówno góry, jak i miasto, a do tego jeszcze ocean.
A gdzie teraz lubisz jeździć? Które miejscówki w Polsce lub za granicą odwiedzasz najchętniej?
W Polsce najbardziej skupiam się na nagrywaniu, więc jeżdżę głównie w Katowicach i okolicy :). Mamy tu naprawdę dużo niezłych spotów, a gdy jest śnieg, tak jak tej zimy, to nie ma sensu ruszać się gdzie indziej. Za granicą dużo czasu spędzam w Saas Fee i Laax, jednak najlepiej latem jest w Les 2 Alpes.
Co takiego jest w jeździe pod nagrywki, że tak bardzo lubisz to robić?
Potrafię się wtedy najmocniej zmobilizować i próbować trudniejszych rzeczy. Przez to właśnie się rozwijam. Lubię później patrzeć na to, co wyszło i planować następny sezon.
Na poziom pewnie duży wpływ mają kumple... Z kim najlepiej Ci się jeździ?
Z Hanysami, heheh. Najczęściej jeżdżę z Radkiem Cząstkiewiczem i młodym Zielonym. Z nimi zawsze pozytywnie i śmiesznie jest.
Co jeszcze równie mocno motywuje Cię do jazdy?
Chęć robienia nowych rzeczy i ciągły progres - to jest chyba najważniejsze, żeby nie stać w miejscu. A na desce mogę to realizować.
Czy masz jeszcze jakiś snowboardowych idoli? Czyją jazdą jarasz się najbardziej?
Ciężko powiedzieć, bo najbardziej wpływa na mnie to, co zobaczę na filmach. A z roku na rok to się szybko zmienia - tu Helgasonowie, tam Horgmo, John Jackson i jeszcze nie wiadomo skąd Ethan Deiss...
Tegoroczna produkcja MEPtv, z Twoim udziałem, miała tytuł Magic Moments. Jaką chwilę na desce wspominasz najmilej?
To było chyba w tym roku, gdy leciałem nad schodami i 2-kinkiem... Poszło lepiej, niż to sobie wyobrażałem! To na pewno był Magic Moment!

Był taki okres, że przepychało się do Ciebie kilku sponsorów. Co sprawiło, że wybrałes Rome'a?
To, że moja dziewczyna ma na imię Roma :). Więc gdy jeżdżę na desce, a mojej dziewczyny ze mną nie ma, to mam przynajmniej Rome'a.
I na koniec odrobina „prywaty”, czyli pozdrowienia ;).
Pozdrawiam rodzinę, moją kochaną dziewczynę, sponsorów i tych wszystkich, z którymi przebywam na desce, jak i poza nią.
mieszka w: Katowice/Bielsko-Biała;
urodzony: Ruda Śląska;
na desce od: 1999;
ulubiona miejscówka: każda nowa;
best trick: 50-50;
deska: Artifact, Postermania, Agent;
stance: goofy, +15 / -15;
sponsorzy: Rome SDS, Advita, Celsius, Nixon, Dragon, Long John.
Tekst: red., Zdjęcia: Yarrek
snowBoard MDS 48/2010






