snowBoard MDS 53/2012
.: Travis Rice / prze-gość numeru
.: SNB szklanym okiem / Yarrek
.: From Romania with Fear / akcja w Karpatach
.: Testy / sprzęt
.: Denis Leontiew / wywiad
.: Gniazdo na mękach / trening
.: Step by Step / nauka triku
.: Serwisowanie sprzętu / nietypowe deski
.: Nasz portret / wyniki ankiety
.: SNB szklanym okiem / Yarrek
.: From Romania with Fear / akcja w Karpatach
.: Testy / sprzęt
.: Denis Leontiew / wywiad
.: Gniazdo na mękach / trening
.: Step by Step / nauka triku
.: Serwisowanie sprzętu / nietypowe deski
.: Nasz portret / wyniki ankiety
DAVID BENEDEK
Pamiętam, jak rok temu, podczas Air and Style w Monachium, podium zdominowane zostało przez młodą gwardię snowboarderów. Jedyną osobą reprezentującą odrobinę starsze pokolenie był David Benedek i, pomimo zajęcia przez niego czwartego miejsca, wyżej usytuowana trójka młokosów odnosiła się do niego z niezwykłym szacunkiem. Nie ma w tym nic dziwnego - David Benedek to jedna z tych wielkich postaci, która miała (i nadal ma) wielki wpływ na snowboarding.
Od wymyślania nowych trików, jak fs double cork 1260, przez organizację tak widowiskowych zawodów, jak Red Bull Gap Session, aż po tworzenie grafik na deski oraz produkcję filmów snowboardowych. Kreatywność - tak można opisać Davida jednym słowem.
lat: 27
sezonów na desce: 19
miejsce urodzenia: Monachium
miejsce zamieszkania: Innsbruck
wzrost: 172 cm
waga: ok. 70 kg
stance: regular, przód 12, tył -9
długość deski: 155 cm
sponsorzy: Salomon, Bonfire, Anon, Swatch, Rockstar

MDS: Snowboarding - co w nim przyciąga cię najmocniej?
David: Dla mnie snowboarding stanowi połączenie wielu elementów, które czynią go wspaniałą i niepowtarzalną zajawką. Z jednej strony jest kwestia samej estetyki ruchu. Myślę, że w tej dziedzinie najpiękniejsze w snowboardingu jest to, że uzyskujesz całkowitą dowolność w twórczym wykorzystaniu terenu, po którym jeździsz. Po prostu zasuwasz w dół, używając tego, co napotkasz po drodze do zrealizowania swoich pomysłów. Z drugiej zaś strony ze snowboardingiem związane jest to, co nazywamy pewnym stylem życia, a który dla mnie przejawia się w możliwości podróżowania i spędzania czasu z przyjaciółmi.
Dwukrotnie zostałeś nagrodzony tytułem Rider of the Year, przyznawanym przez magazyn Snowboarder. Wprawdzie było to kilka lat temu, ale ciągle starasz się dawać z siebie jak najwięcej. Które ze swoich osiągnięć, z tego okresu, cenisz równie wysoko?
Prawdopodobnie jest to kilka filmów, które zrobiłem w tym czasie. Niektóre lubię mniej niż inne, ale w sumie jestem całkiem zadowolony z tego, co zrobiłem oraz z doświadczeń, które zdobyłem. Nauka nowych rzeczy jest zawsze interesującym procesem, a możliwość ukończenia tych wszystkich filmów jest chyba największą nagrodą.
Zgadza się! Snowboarding to nie tylko osiągnięcia „sportowe", które są w miarę wymierne, ale cała sfera aktywności pozwalającej na samorealizację. A co tobie sprawia satysfakcję? W jaki sposób realizujesz się w snowboardzie?
Hm, generalnie próbuję ciągle się rozwijać. Mam też szczęście, że ludzie wokół mnie zawsze starali się patrzeć na snowboarding nieco inaczej i nie dali się złapać na lep temu swoistemu i płytkiemu mikrokosmosowi „zajebistości". A wracając do pytania, to chyba najbardziej dumny jestem z tego, że dane mi było uczestniczyć w projektach takich, jak nasz najnowszy film „In Short", który pozwala odczuć całą tę wspaniałą atmosferę zajawki, jaka otacza snowboarding.
Słyszałem, że wiele swoich pasji z powodzeniem łączysz ze snowboardingiem. Czy dzięki nim snowboarding jest dla Ciebie bardziej atrakcyjny?
Wszystko co robiłem poza snowboardingiem było poniekąd robione „przy okazji". Aczkolwiek uważam, że mam zadatki na profesjonalistę, przynajmniej w pewnych twórczych dziedzinach. Przez parę lat byłem mocno zaangażowany w fotografowanie, ale traktowałem to raczej jako hobby. Teraz zajmuję się również projektowaniem grafik oraz filmowaniem. Jeśli się nad tym dłużej zastanowić, to robienie filmów zdecydowanie zajmuje mi najwięcej czasu, jednak wciąż nie jest dla mnie priorytetem.
Hmm, to ciekawe, szczególnie jeśli przyjrzeć się projektom, które kryją się pod nazwami Robot Food, Blank Paper Studio... Nie da się ukryć, że sporą część twojej snowboardowej aktywności pochłonęła pasja kręcenia filmów. A mimo to stwierdzasz, że nie jest to twoim priorytetem...
Dla mnie najważniejsze jest to, by nie stać w miejscu, ale też... Nie brać siebie zbyt poważnie. Poza tym istotne też jest to, żeby nie popaść w automatyzm działania. Jeśli nie jesteś pewny jak coś zrobić, to stajesz w miejscu i myślisz. I wtedy pojawiają się nowe pomysły. Tak więc niepewność może być świetną motywacją.

David Benedek Invitational, Red Bull Gap Session... Widać, że chyba dobrze się czujesz w roli organizatora tego typu eventów?
Raczej nie jestem typem organizatora. Te kilka imprez, w które byłem zaangażowany, pokazało mi jak bardzo może być to zajęcie stresujące. Gap Session wyniknęło głównie z możliwości korzystania przez cały tydzień ze świetnej skoczni oraz z faktu znalezienia kogoś, kto za jej budowę zapłacił. Cała reszta nie była dla mnie ważna.
Czy masz jakieś świeże wizje sportowych imprez na kolejny sezon?
W tej chwili mam kilka luźnych pomysłów, aby zebrać razem wszystkich znajomych, ale tak naprawdę nie dbam za bardzo o samą część imprezową.
Jak duży masz wpływ na swoje pro modele desek produkowane przez Salomona?
Swoje deski projektowałem i projektuję zarówno pod względem wizualnym, jak i technologicznym. Najczęściej wygląda to po prostu tak, że spotykam się z inżynierami z Salomona, na tydzień lub dwa, i jeżdżę na różnie przygotowanych deskach, które mi podsuwają. Na końcu oceniam, które prototypy były dla mnie najlepsze, a które cechy trzeba poprawić. W ten sposób przez lata byliśmy w stanie naprawdę dobrze dopracować moją deskę pomimo, że ulepszenia dokonywane były z roku na rok, krok po kroczku. Natomiast jeśli chodzi o design, to mogę robić praktycznie wszystko, co zaprojektowałem... Jest to bardzo wspaniałomyślne ze strony Salomona. Oczywiście musiałem pozwolić na zmianę pewnych rzeczy, jeśli nie za bardzo spodobały się w firmie, ale ostatecznie wszystko do tej pory wychodziło bardzo ładnie.

Urodziłeś się w Monachium, ale podobno nie czujesz się w 100% Niemcem. Jaka jest twoja rodzinna historia?
Moja rodzina pochodzi z Węgier. Rodzice przenieśli się do Niemiec jakieś 40 lat temu. Urodziłem się więc i wychowałem w Niemczech, ale wszyscy moi kuzyni, jak i większość rodziny wciąż mieszka na Węgrzech, głównie w Budapeszcie. Staramy się spotykać tak często, jak tylko się da, ale teraz, gdy wszyscy są starsi, pracują lub wychowują dzieci, jest to coraz trudniejsze.
Jesteś znanym pro riderem, do tego nie jakąś tam gwiazdą ostatniego sezonu, lecz postacią rozpoznawalną od dekady. Pewnie ma to miłe konsekwencje...
Zdarza mi się zapomnieć o fakcie, że niektórzy mogą mnie znać, ponieważ jest to raczej ograniczony krąg ludzi. Jednak bywają sytuacje całkiem zabawne, gdy czasami ktoś mnie gdzieś rozpozna. Jestem tym zwykle bardzo zaskoczony.
Czy pamiętasz jeszcze swoje początki? Bez światowej klasy imprez, mediów, fotografów, heliboardingu? Jak to było?
Tak, pamiętam to całkiem nieźle. Traktowałem wtedy jazdę na desce dużo bardziej emocjonalnie... Tak, to na pewno! Byłem tak zajawiony, że oddychałem snowboardingiem w każdej sekundzie swojego życia. Uczestnictwo w pierwszych zawodach było niesamowite. Ciężko mi nawet opisać, jak się wtedy czułem. Człowiek zawsze doszukuje się niesamowitych sekretów tam, gdzie ich nie ma. Gdy spotykałem tych wszystkich wielkich riderów, którzy byli dla mnie idolami i odkrywałem, że są zwyczajnymi ludźmi, to z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że było to bardzo zabawne. Niektórzy okazywali się świetnymi ludźmi, inni idiotami... Jak to w życiu bywa.
Czy można zauważyć twój wpływ na freestyle? Przez wielu jesteś postrzegany jako twórca nowych trików, jak choćby fs double cork 1260, double bs rodeo 1260, switch double cork 1080...
Na pewno nie stworzyłem wielu nowych trików, ale z pewnością kilka z nich rozwinąłem i ulepszyłem, np. sw bs rodeo 9-ki, 9-ki z shifty, bs 360 front flip, double cork, double rodeo... Było parę trików, na których rozwój miałem spory wpływ, ale nie roszczę sobie praw do żadnego z nich.

W dzisiejszych czasach scena snowboardowa zagęściła się od tylu pro riderów, że to pojęcia powinno się zdewaluować. Czy faktycznie każdy ambitniejszy „Kowalski" może liczyć na miejsce w panteonie sław? Jakimi cechami trzeba dysponować, by stać się jednym z nich?
Liczy się głównie dobre podejście. Uważam, że jeśli jesteś porządnym człowiekiem, a przy tym utalentowanym, to masz duży potencjał, by stać się Kimś. W dzisiejszych czasach bardzo ciężko wyrobić sobie nazwisko, ponieważ set w filmie snowboardowym nie znaczy już tyle co dawniej. Oczywiście możesz mieć świetne ujęcia, ale czy naprawdę będą one na tyle odmienne, by wyróżnić się od pozostałych w filmie? Gdy byłem początkującym riderem z ambicjami, by przebić się do ścisłej czołówki, swój set do filmu kręciłem przez 3 lata, by być całkowicie pewnym, że naprawdę będzie dobry.
Czy jest taki moment, w którym profesjonalista mówi: „Ok, dość! Ja wypadam, czas dać szansę młodszym!"? Jak jest, lub będzie, w twoim wypadku?
Jasne, że taka chwila nadejdzie. Jednak każdy musi znaleźć moment odpowiedni dla siebie. Niektórzy starają się przeciągać to jak tylko się da, z powodu braku lepszych planów. Inni odwlekają, bo wciąż czerpią z jazdy wiele radości. Kiedy jadę na Air[&]Style, najmłodszy koleś jest ode mnie o ponad 10 lat młodszy, ale to mnie jakoś nie przeraża. Nie zamierzam kończyć teraz jazdy na desce - za bardzo mi się to podoba. Jeśli tylko będę czuł, że nie jestem w stanie sprostać swoim wymaganiom, wtedy na pewno się wycofam, ale ten moment jeszcze nie nadszedł. Snowboarding zawsze był jednym z przystanków w moim życiu, a nie jego celem. To mnie relaksuje.
Czy w snowboardingu jest ktoś, kto wciąż cię inspiruje?
Naturalnie, ciągle inspiruje mnie wielu riderów. Wciąż nie jestem w stanie wyjść z podziwu dla umiejętności takich ludzi jak Gigi, Nicolas, Rice... A i poza nimi jest mnóstwo świetnych zawodników, więc naprawdę jest skąd czerpać inspirację.
Pytanie z serii "klasycznych" - twoja ulubiona miejscówka? - ma jednak głęboki sens, bo z deską zwiedziłeś większość świata, dobrze zaznajamiając się z miejscowymi warunkami.
Według mnie prawdopodobnie najlepiej jest w AK (Alaska), z estetycznych względów, ponieważ jest tam dziewiczo i piękne. Poza tym warunki są zazwyczaj dużo bezpieczniejsze do jazdy, niż w innych miejscówkach. Lawiny mają zwykle dość miejsca na wyhamowanie i są większe szanse na uniknięcie pogrzebania żywcem pod śniegiem, tak jak może się to przytrafić choćby w Alpach. Poza tym śnieg ulega częstym przemianom, więc nie trzeba długo czekać, by po ciepłych dniach znów nastały dobre warunki. No i oczywiście ukształtowanie terenu jest w tych górach świetne.
No i na koniec chciałbym wydusić z ciebie opinię na temat naszego lokalnego snowboardingu. Jakie widzisz przed nim perspektywy? Bo muszę ci powiedzieć, że wprawdzie codzienność w polskich snowparkach ciągle „skrzeczy", to jednak wszystko mocno się rozwija i nawet pojawia się coraz więcej ekip oraz imprez, dla których Polska stanowi atrakcyjny przystanek - choćby Red Bull Drive By czy filmowe sesje ze streetu.
Cóż, na rozwój mają wpływ dwie kluczowe kwestie. Pierwsza z nich to oczywiście kwestia finansowa. Szeroki rozwój klasy średniej we wszystkich krajach wschodniej Europy będzie napędzał snowboardową scenę oraz lokalny przemysł snowboardowy. Z drugiej strony jest jednak globalne ocieplenie, które wpływa na coraz mniejszą ilość śniegu w niższych partiach gór. Sam w zeszłym sezonie, w Niemczech, byłem na desce tylko przez 8 dni... To zdecydowanie za mało.
Pamiętam, jak rok temu, podczas Air and Style w Monachium, podium zdominowane zostało przez młodą gwardię snowboarderów. Jedyną osobą reprezentującą odrobinę starsze pokolenie był David Benedek i, pomimo zajęcia przez niego czwartego miejsca, wyżej usytuowana trójka młokosów odnosiła się do niego z niezwykłym szacunkiem. Nie ma w tym nic dziwnego - David Benedek to jedna z tych wielkich postaci, która miała (i nadal ma) wielki wpływ na snowboarding.
Od wymyślania nowych trików, jak fs double cork 1260, przez organizację tak widowiskowych zawodów, jak Red Bull Gap Session, aż po tworzenie grafik na deski oraz produkcję filmów snowboardowych. Kreatywność - tak można opisać Davida jednym słowem.
lat: 27
sezonów na desce: 19
miejsce urodzenia: Monachium
miejsce zamieszkania: Innsbruck
wzrost: 172 cm
waga: ok. 70 kg
stance: regular, przód 12, tył -9
długość deski: 155 cm
sponsorzy: Salomon, Bonfire, Anon, Swatch, Rockstar

MDS: Snowboarding - co w nim przyciąga cię najmocniej?
David: Dla mnie snowboarding stanowi połączenie wielu elementów, które czynią go wspaniałą i niepowtarzalną zajawką. Z jednej strony jest kwestia samej estetyki ruchu. Myślę, że w tej dziedzinie najpiękniejsze w snowboardingu jest to, że uzyskujesz całkowitą dowolność w twórczym wykorzystaniu terenu, po którym jeździsz. Po prostu zasuwasz w dół, używając tego, co napotkasz po drodze do zrealizowania swoich pomysłów. Z drugiej zaś strony ze snowboardingiem związane jest to, co nazywamy pewnym stylem życia, a który dla mnie przejawia się w możliwości podróżowania i spędzania czasu z przyjaciółmi.
Dwukrotnie zostałeś nagrodzony tytułem Rider of the Year, przyznawanym przez magazyn Snowboarder. Wprawdzie było to kilka lat temu, ale ciągle starasz się dawać z siebie jak najwięcej. Które ze swoich osiągnięć, z tego okresu, cenisz równie wysoko?
Prawdopodobnie jest to kilka filmów, które zrobiłem w tym czasie. Niektóre lubię mniej niż inne, ale w sumie jestem całkiem zadowolony z tego, co zrobiłem oraz z doświadczeń, które zdobyłem. Nauka nowych rzeczy jest zawsze interesującym procesem, a możliwość ukończenia tych wszystkich filmów jest chyba największą nagrodą.
Zgadza się! Snowboarding to nie tylko osiągnięcia „sportowe", które są w miarę wymierne, ale cała sfera aktywności pozwalającej na samorealizację. A co tobie sprawia satysfakcję? W jaki sposób realizujesz się w snowboardzie?
Hm, generalnie próbuję ciągle się rozwijać. Mam też szczęście, że ludzie wokół mnie zawsze starali się patrzeć na snowboarding nieco inaczej i nie dali się złapać na lep temu swoistemu i płytkiemu mikrokosmosowi „zajebistości". A wracając do pytania, to chyba najbardziej dumny jestem z tego, że dane mi było uczestniczyć w projektach takich, jak nasz najnowszy film „In Short", który pozwala odczuć całą tę wspaniałą atmosferę zajawki, jaka otacza snowboarding.
Słyszałem, że wiele swoich pasji z powodzeniem łączysz ze snowboardingiem. Czy dzięki nim snowboarding jest dla Ciebie bardziej atrakcyjny?
Wszystko co robiłem poza snowboardingiem było poniekąd robione „przy okazji". Aczkolwiek uważam, że mam zadatki na profesjonalistę, przynajmniej w pewnych twórczych dziedzinach. Przez parę lat byłem mocno zaangażowany w fotografowanie, ale traktowałem to raczej jako hobby. Teraz zajmuję się również projektowaniem grafik oraz filmowaniem. Jeśli się nad tym dłużej zastanowić, to robienie filmów zdecydowanie zajmuje mi najwięcej czasu, jednak wciąż nie jest dla mnie priorytetem.
Hmm, to ciekawe, szczególnie jeśli przyjrzeć się projektom, które kryją się pod nazwami Robot Food, Blank Paper Studio... Nie da się ukryć, że sporą część twojej snowboardowej aktywności pochłonęła pasja kręcenia filmów. A mimo to stwierdzasz, że nie jest to twoim priorytetem...
Dla mnie najważniejsze jest to, by nie stać w miejscu, ale też... Nie brać siebie zbyt poważnie. Poza tym istotne też jest to, żeby nie popaść w automatyzm działania. Jeśli nie jesteś pewny jak coś zrobić, to stajesz w miejscu i myślisz. I wtedy pojawiają się nowe pomysły. Tak więc niepewność może być świetną motywacją.

David Benedek Invitational, Red Bull Gap Session... Widać, że chyba dobrze się czujesz w roli organizatora tego typu eventów?
Raczej nie jestem typem organizatora. Te kilka imprez, w które byłem zaangażowany, pokazało mi jak bardzo może być to zajęcie stresujące. Gap Session wyniknęło głównie z możliwości korzystania przez cały tydzień ze świetnej skoczni oraz z faktu znalezienia kogoś, kto za jej budowę zapłacił. Cała reszta nie była dla mnie ważna.
Czy masz jakieś świeże wizje sportowych imprez na kolejny sezon?
W tej chwili mam kilka luźnych pomysłów, aby zebrać razem wszystkich znajomych, ale tak naprawdę nie dbam za bardzo o samą część imprezową.
Jak duży masz wpływ na swoje pro modele desek produkowane przez Salomona?
Swoje deski projektowałem i projektuję zarówno pod względem wizualnym, jak i technologicznym. Najczęściej wygląda to po prostu tak, że spotykam się z inżynierami z Salomona, na tydzień lub dwa, i jeżdżę na różnie przygotowanych deskach, które mi podsuwają. Na końcu oceniam, które prototypy były dla mnie najlepsze, a które cechy trzeba poprawić. W ten sposób przez lata byliśmy w stanie naprawdę dobrze dopracować moją deskę pomimo, że ulepszenia dokonywane były z roku na rok, krok po kroczku. Natomiast jeśli chodzi o design, to mogę robić praktycznie wszystko, co zaprojektowałem... Jest to bardzo wspaniałomyślne ze strony Salomona. Oczywiście musiałem pozwolić na zmianę pewnych rzeczy, jeśli nie za bardzo spodobały się w firmie, ale ostatecznie wszystko do tej pory wychodziło bardzo ładnie.

Urodziłeś się w Monachium, ale podobno nie czujesz się w 100% Niemcem. Jaka jest twoja rodzinna historia?
Moja rodzina pochodzi z Węgier. Rodzice przenieśli się do Niemiec jakieś 40 lat temu. Urodziłem się więc i wychowałem w Niemczech, ale wszyscy moi kuzyni, jak i większość rodziny wciąż mieszka na Węgrzech, głównie w Budapeszcie. Staramy się spotykać tak często, jak tylko się da, ale teraz, gdy wszyscy są starsi, pracują lub wychowują dzieci, jest to coraz trudniejsze.
Jesteś znanym pro riderem, do tego nie jakąś tam gwiazdą ostatniego sezonu, lecz postacią rozpoznawalną od dekady. Pewnie ma to miłe konsekwencje...
Zdarza mi się zapomnieć o fakcie, że niektórzy mogą mnie znać, ponieważ jest to raczej ograniczony krąg ludzi. Jednak bywają sytuacje całkiem zabawne, gdy czasami ktoś mnie gdzieś rozpozna. Jestem tym zwykle bardzo zaskoczony.
Czy pamiętasz jeszcze swoje początki? Bez światowej klasy imprez, mediów, fotografów, heliboardingu? Jak to było?
Tak, pamiętam to całkiem nieźle. Traktowałem wtedy jazdę na desce dużo bardziej emocjonalnie... Tak, to na pewno! Byłem tak zajawiony, że oddychałem snowboardingiem w każdej sekundzie swojego życia. Uczestnictwo w pierwszych zawodach było niesamowite. Ciężko mi nawet opisać, jak się wtedy czułem. Człowiek zawsze doszukuje się niesamowitych sekretów tam, gdzie ich nie ma. Gdy spotykałem tych wszystkich wielkich riderów, którzy byli dla mnie idolami i odkrywałem, że są zwyczajnymi ludźmi, to z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że było to bardzo zabawne. Niektórzy okazywali się świetnymi ludźmi, inni idiotami... Jak to w życiu bywa.
Czy można zauważyć twój wpływ na freestyle? Przez wielu jesteś postrzegany jako twórca nowych trików, jak choćby fs double cork 1260, double bs rodeo 1260, switch double cork 1080...
Na pewno nie stworzyłem wielu nowych trików, ale z pewnością kilka z nich rozwinąłem i ulepszyłem, np. sw bs rodeo 9-ki, 9-ki z shifty, bs 360 front flip, double cork, double rodeo... Było parę trików, na których rozwój miałem spory wpływ, ale nie roszczę sobie praw do żadnego z nich.

W dzisiejszych czasach scena snowboardowa zagęściła się od tylu pro riderów, że to pojęcia powinno się zdewaluować. Czy faktycznie każdy ambitniejszy „Kowalski" może liczyć na miejsce w panteonie sław? Jakimi cechami trzeba dysponować, by stać się jednym z nich?
Liczy się głównie dobre podejście. Uważam, że jeśli jesteś porządnym człowiekiem, a przy tym utalentowanym, to masz duży potencjał, by stać się Kimś. W dzisiejszych czasach bardzo ciężko wyrobić sobie nazwisko, ponieważ set w filmie snowboardowym nie znaczy już tyle co dawniej. Oczywiście możesz mieć świetne ujęcia, ale czy naprawdę będą one na tyle odmienne, by wyróżnić się od pozostałych w filmie? Gdy byłem początkującym riderem z ambicjami, by przebić się do ścisłej czołówki, swój set do filmu kręciłem przez 3 lata, by być całkowicie pewnym, że naprawdę będzie dobry.
Czy jest taki moment, w którym profesjonalista mówi: „Ok, dość! Ja wypadam, czas dać szansę młodszym!"? Jak jest, lub będzie, w twoim wypadku?
Jasne, że taka chwila nadejdzie. Jednak każdy musi znaleźć moment odpowiedni dla siebie. Niektórzy starają się przeciągać to jak tylko się da, z powodu braku lepszych planów. Inni odwlekają, bo wciąż czerpią z jazdy wiele radości. Kiedy jadę na Air[&]Style, najmłodszy koleś jest ode mnie o ponad 10 lat młodszy, ale to mnie jakoś nie przeraża. Nie zamierzam kończyć teraz jazdy na desce - za bardzo mi się to podoba. Jeśli tylko będę czuł, że nie jestem w stanie sprostać swoim wymaganiom, wtedy na pewno się wycofam, ale ten moment jeszcze nie nadszedł. Snowboarding zawsze był jednym z przystanków w moim życiu, a nie jego celem. To mnie relaksuje.
Czy w snowboardingu jest ktoś, kto wciąż cię inspiruje?
Naturalnie, ciągle inspiruje mnie wielu riderów. Wciąż nie jestem w stanie wyjść z podziwu dla umiejętności takich ludzi jak Gigi, Nicolas, Rice... A i poza nimi jest mnóstwo świetnych zawodników, więc naprawdę jest skąd czerpać inspirację.
Pytanie z serii "klasycznych" - twoja ulubiona miejscówka? - ma jednak głęboki sens, bo z deską zwiedziłeś większość świata, dobrze zaznajamiając się z miejscowymi warunkami.
Według mnie prawdopodobnie najlepiej jest w AK (Alaska), z estetycznych względów, ponieważ jest tam dziewiczo i piękne. Poza tym warunki są zazwyczaj dużo bezpieczniejsze do jazdy, niż w innych miejscówkach. Lawiny mają zwykle dość miejsca na wyhamowanie i są większe szanse na uniknięcie pogrzebania żywcem pod śniegiem, tak jak może się to przytrafić choćby w Alpach. Poza tym śnieg ulega częstym przemianom, więc nie trzeba długo czekać, by po ciepłych dniach znów nastały dobre warunki. No i oczywiście ukształtowanie terenu jest w tych górach świetne.
No i na koniec chciałbym wydusić z ciebie opinię na temat naszego lokalnego snowboardingu. Jakie widzisz przed nim perspektywy? Bo muszę ci powiedzieć, że wprawdzie codzienność w polskich snowparkach ciągle „skrzeczy", to jednak wszystko mocno się rozwija i nawet pojawia się coraz więcej ekip oraz imprez, dla których Polska stanowi atrakcyjny przystanek - choćby Red Bull Drive By czy filmowe sesje ze streetu.
Cóż, na rozwój mają wpływ dwie kluczowe kwestie. Pierwsza z nich to oczywiście kwestia finansowa. Szeroki rozwój klasy średniej we wszystkich krajach wschodniej Europy będzie napędzał snowboardową scenę oraz lokalny przemysł snowboardowy. Z drugiej strony jest jednak globalne ocieplenie, które wpływa na coraz mniejszą ilość śniegu w niższych partiach gór. Sam w zeszłym sezonie, w Niemczech, byłem na desce tylko przez 8 dni... To zdecydowanie za mało.
Dzięki za rozmowę.







