48/2010
.: Zawody / relacje z krajowych imprez
.: Michał Ligocki / po olimpijskim występie
.: SnowTour / pracowity miesiąc w Austrii
.: Kuba Dytkowski / wywiad
.: Sprzęt lawinowy / ekwipunek na wagę życia
.: BEO / Zwycięstwo Pauliny!
.: Śląsk / next level
.: Camper trip Transylvania / freeride'owa tułaczka
.: F.O.D.T. w Warszawie / tydzień ostrego jibu
.: Michał Ligocki / po olimpijskim występie
.: SnowTour / pracowity miesiąc w Austrii
.: Kuba Dytkowski / wywiad
.: Sprzęt lawinowy / ekwipunek na wagę życia
.: BEO / Zwycięstwo Pauliny!
.: Śląsk / next level
.: Camper trip Transylvania / freeride'owa tułaczka
.: F.O.D.T. w Warszawie / tydzień ostrego jibu


Pochodzi z rodziny o snowboardowych tradycjach, więc siłą
rzeczy musiał spróbować jazdy na desce. Tak mu się spodobało, że teraz świata
poza nią nie widzi. A jego recepta na sukces? Po prostu jeździć, jeździć,
jeździć...
Jeżeli
mówimy o średnim pokoleniu czeskich prosów, czyli coś pomiędzy Cernikiem i
Skanderą, a Dlouhym i Bergmanem, to oprócz Marčíka i Bauere'a trzeba wymienić
Zajica... Jana Zajica. Jana po
raz pierwszy spotkałem parę ładnych lat temu w Saas Fee, na Nitro Summer
campie. Już wtedy nieźle wymiatał, wzbudzając powszechny podziw, a ja podczas
jednej z balang z czeską załogą obiecałem, że będę miał go na oku...
Przemiła, śliczna
dziewczyna. Pierwsza dama słowackiej sceny snowboardowej. Znają ją wszyscy. I
wszędzie. Od Nowego Targu, poprzez Dachstein, gdzie rezyduje, po francuskie
Alpy. Baśka Stevulova, z Bańskiej Bystricy. Basia wymiata na hopkach i nieźle
dusi na railach - potrafi pokonać niejednego faceta. Startuje w Pucharach FIS i
w zawodach TTR, jest też zapraszana na coraz więcej prestiżowych imprez. U nas
w kraju jest niemal stałą bywalczynią jibbowych contestów. Trzymamy za nią
kciuki, bo w końcu to ziomalka ze Słowacji. Młoda Basia należy do kobiecej
czołówki - na pewno w europejskim formacie. Mili Państwo... Basia Stevulova!
Pierwsze zdjęcia Mitii
zobaczyłem w szwajcarskim magazynie snowboardowym. Była to przepiękna sekwencja
na mega wielkiej, potrójnie łamanej poręczy. Śnieg w mikroskopijnych ilościach
tylko na najeździe i na lądowaniu. Po jednej i po drugiej stronie schody...
Byłem pod wrażeniem.
Jeśli napiszę, że jest to najbarwniejsza postać polskiego
snowboardingu, to zabrzmi to strasznie banalnie. Równie szablonowym tekstem
pojadę, gdy dodam, że gość ten posiada nieprawdopodobne uzdolnienia do jazdy na
desce. Ale co tam...
Pamiętam, jak rok temu,
podczas Air and Style w Monachium, podium zdominowane zostało przez młodą
gwardię snowboarderów. Jedyną osobą reprezentującą odrobinę starsze pokolenie
był David Benedek i, pomimo zajęcia przez niego czwartego miejsca, wyżej
usytuowana trójka młokosów odnosiła się do niego z niezwykłym szacunkiem. Nie
ma w tym nic dziwnego - David Benedek to jedna z tych wielkich postaci, która
miała (i nadal ma) wielki wpływ na snowboarding. Od wymyślania nowych trików, jak fs
double cork 1260, przez organizację tak widowiskowych zawodów, jak Red Bull Gap
Session, aż po tworzenie grafik na deski oraz produkcję filmów snowboardowych. Kreatywność
- tak można opisać Davida
jednym słowem.
Alkohol, laseczki, gruby bounce... Taaa... Właśnie tak
sprawki się mają, jeśli chodzi o tę ważniejszą część snowboardowej zajawki, na
której myśl każdy się ślini... Ale nie w przypadku Tomka! Ten koleżka „spod
samiuśkich Tater" jest niezwykłym, godnym szacunku przypadkiem: pomimo
schematów (i wielu kontuzji), tylko snowboard stanowi dla Niego jedyny sens i
sposób na życie, a bez deski nie wyobraża sobie każdego, nadchodzącego dnia.
Lista sportowych osiągnięć Breloka jest bardzo długa, a jego
sukcesy można by długo wymieniać: olimpijczyk w Turynie, zazwyczaj w pierwszej
dziesiątce dużych zawodów, często na „pudle". Ale chyba nie one są tu
najważniejsze... Michał zachwyca stylowością swoich trików, wszechstronnością
oraz niesamowitą skutecznością. Przy tym wszystkim świetnie się bawi, zaskakuje
zwariowanymi pomysłami, ale też odnajduje właściwe proporcje między luzem, a
profesjonalizmem. Jednak cechą Breloka, która wzbudza w nas największy szacunek, jest ciągłe
nienasycenie snowboardingiem - jeździ właściwie non stop i ciągle mu mało!
Myślę, że większość z nas mogłaby sobie z Michałem przybić pionę. To równy
koleżka! 


