snowBoard MDS 54/2012
.: W poszukiwaniu głębokiego puchu / Polska i Słowacja
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
ZERO WIĄZAŃ maksimum stylu
Uzależnieni od postępu technicznego, każde spojrzenie wstecz uważamy za niepotrzebną ekstrawagancję, snobistyczne epatowanie się tradycją, nie przynoszącą jakichkolwiek praktycznych korzyści. Dlatego praszczura snowboardingu, jakim był snurfer, co najwyżej wytkniemy palcem na jakimś pożółkłym zdjęciu, jako niezły przejaw cudactwa. I mrugniemy przy tym okiem, dając do zrozumienia, jak zabawna i naiwna wydaje się teraz ta zajawka „dziadków”. Nie to, co współczesne gadżety, dające nieograniczone możliwości... Czasami warto jednak zrobić krok do tyłu, aby z tej perspektywy spojrzeć, co w snowboardingu jest naprawdę istotne. Co najsilniej tworzy jego niepowtarzalny styl i klimat. Gdzie, za masą ciągle ewoluującego sprzętu, zniknęła ta ulotna iskra, która zdołała rozpalić w nas pasję jazdy na desce.Noboard, PowSurfing... Jakkolwiek nazywają się współczesne idee, bazują na starym, skate'owo-surfowym przeświadczeniu, że najwięcej frajdy daje uwolnienie deski spod nóg. Począwszy od pływania w głębokim śniegu, a skończywszy na ewolucjach w powietrzu – wszystko to staje się wymagające, a przez to ekscytujące i bardzo świeże. Urocze w swej prostocie – jesteś ty, śnieg i deska. Żadnych pośredników!

NoBoard - destylacja snowboardingu
Kilka lat temu Greg Todds, kanadyjska legenda snowboardu, szukając nowych wrażeń, postanowił odkurzyć zapomniane idee z pierwszych lat snowboardingu. Choć z naszej perspektywy wydaje się to niewiarygodne, to jednak Gregowi spowszedniała „klasyczna” jazda na snowboardzie po rodzimych terenach British Columbii, oferujących niesamowite warunki śniegowe. Chcąc osiągnąć nowy wymiar surfowania w puchu, zwrócił uwagę na najbardziej logiczny, w takich okolicznościach, przykład – pływania na falach – będący inspiracją również dla pierwszych snowboarderów. Tym razem nie było jednak potrzeby rezygnowania z całej, osiągniętej przez ponad 30 lat, wiedzy na temat konstruowania desek i wymyślania czegoś całkowicie od podstaw - współczesne deski oferują optymalne właściwości jezdne. Wystarczyło tylko bezkompromisowo pozbyć się wiązań i w ich miejsce wstawić antypoślizgową podkładkę. Pomysł zastosowania elastycznej taśmy, pomocnej w kierowaniu deską, a zarazem zapobiegającej jej „zniknięciu” po wywrotce, był kolejnym krokiem na drodze stosunkowo drobnych zmian, jakim ulegała pierwotna koncepcja. Jak każdy oryginalny wynalazca, Greg z początku spotkał się z pobłażliwym przyjęciem swojego pomysłu, który przewrotnie nazwał Noboardem. Z czasem jednak pojawili się naśladowcy, którzy stwierdzili, że doświadczenia Grega są interesujące i wnoszą do snowboardingu powiew świeżości. W ten sposób zaczęła powstawać mała społeczność noboarderów.
Rosnące grono wyznawców sprawiło, że powstała konieczność produkowania tego minimalistycznego sprzętu, jakim jest podkładka (pad). Nie każdy bowiem ma ochotę i możliwość własnoręcznego dłubania przy sprzęcie, lepiej więc zebrać doświadczenie oraz wiedzę i stworzyć dopracowany produkt. W ten sposób rozpoczęła się produkcja, co jest pojęciem nieco na wyrost, bowiem pierwsze modele padów powstawały w piwnicach i garażach. W tym czasie wokół Grega zaczął się tworzyć najbardziej zajawkowy team na świecie, a całość idei dryfowała w bardzo dobrym kierunku, gdy niespodziewanie wydarzył się dramatyczny zwrot akcji - w 2005 roku Greg Todds zginął w lawinie. Po stracie tak mocnej osobowości, krystalizującej wokół siebie nowy ruch, wydawało się, że losy noboardingu są przesądzone. Przyjaciele postanowili jednak ratować pomysł Grega, który w tym momencie stał się jego spuścizną. Powstał pierwszy noaboardowy film oraz czasopismo dla amatorów surfowania bez wiązań. Obecnie firma Noboard oferuje pad (120 $) z elastyczną taśmą, który można zamontować do dowolnej deski, oraz kilka gadżetów (koszulki, bluzy), pomocnych w zaakcentowaniu przynależności do mocno zintegrowanego ruchu (sprawdź na stronie www.noboard.ca). Co ciekawe, nowym patentem zainteresował się snowboardowy gigant, jakim jest firma Burton, i wraz z lekko tuningowanym (bardziej zaokrąglony kształt dziobu), czysto freeride'owym modelem deski Fish, Noboard Pad jest sprzedawany pod nazwą NoFish.

PowSurfing – koncepcja własnej ścieżki
Noboarding jest ideą bardzo atrakcyjną dla otwartych na nowości indywidualistów. Nic więc dziwnego, że pośród nich pojawili się i tacy, którym nie wystarcza już pomysł zaoferowany przez Grega. Uwolnienie nóg stało się tylko pretekstem do dalszych poszukiwań, do podążania całkowicie własnymi ścieżkami. Z pewnością dobrze wszystkim znany Wolle Nyvelt, team rider Salomona, którego super przejazdy znajdziecie w produkcjach wytwórni Absinthe Films, wraz ze Stevem Gruberem pojawił się na stokach z całkowicie własnoręcznie stworzonymi deskami, których śmiałe kształty są zaprzeczeniem dla uznanych, do tej pory, zasad „szejperskich”, świadczą też o ciągłym poszukiwaniu odpowiedniej formy. To dobry znak, bo odważne wychodzenie poza przyjęte schematy niemal zawsze jest zapowiedzią nowych, fascynujących pomysłów. W działaniach Wolfganga i Steve'a wyraźnie widać fascynację tradycją surfingową. Okresem, gdy najlepsi zawodnicy sami wykonywali swoje deski w szopach przy plaży. Zapytałem Wolle Nyvelta o historię jego zajawki, której efekt znalazłem w tegorocznym katalogu marki Aesthetiker (w którym kilka stron poświęconych jest na „kolekcję” Ăsmo).
Kiedy PowSurfingu Project przybrał materialną formę?
Steve „Green” Gruber i ja wystartowaliśmy z naszym projektem Ăsmo w grudniu 2006 roku. Pewnie pamiętacie, że nie był to okres obfitujący w opady śniegu, więc mieliśmy mnóstwo wolnego czasu, który poświęciliśmy na zbudowanie naszej „projektowni” i wytwórni w jednym.
A jak zrodziła się idea?
Chcieliśmy zrobić shape'y, które będą przeznaczone wyłącznie do jazdy w puchu. Bardzo jarałem się powskate'ami Salomona, zwłaszcza tym, że można na nich jeździć i robić triki bez wiązań. Naturalne więc, że pojawił się pomysł, żeby mieć specjalną, prostą deseczkę na baaardzo śnieżne dni. W zeszłym roku również dla Salomona zrobiłem snowskate'a, który według mnie okazał się całkiem szalony.
Choć na pierwszy rzut oka widać, że deski Ăsmo są jedyne w swoim rodzaju, zapytam wprost: co w nich jest najistotniejszego?
Czynnik „glide” (szybowania, ślizgania się – dop. red.) jest najważniejszą rzeczą, którą braliśmy pod uwagę podczas projektowaniu shape'ów. Zbudowaliśmy dotychczas około 30 desek i każda jest inna. Wśród nich wiele jest modeli typu fish, z jaskółczym ogonem lub przeciwnie - z zaokrąglonym tyłem, o odwróconym taliowaniu i tym podobne, zwariowane wynalazki.
Jakie macie plany?
Na przyszły sezon będziemy próbować zrobić deski dla każdego, kto tylko zechce na nich jeździć, ale do tej pory poprzestawaliśmy wyłącznie na prototypach. Nie byliśmy również w stanie ich wycenić, ale postaramy się w 2009 roku zaoferować jakąś niewielką kolekcję na stronie Ăsthetiker, gdzie znajdziecie link z wszystkimi niezbędnymi informacjami (www.aesthetiker.com).
Po prostu uwierz!
Jazda na desce bez wiązań nie jest trudna, choć musimy liczyć się z tym, że pierwsze próby okażą się co najmniej „emocjonujące” - frycowe typu „pot i łzy” w takich wypadkach jest nieuniknione. Jednak wrażenia, jakie dostarczy nam to eksperymentowanie, niewątpliwie przypomną nam o naszych pierwszych krokach na snowboardzie przed laty. Po kilku próbach, nauce obciążania krawędzi oraz wyczuciu odpowiedniego rytmu skrętów, z pewnością zrozumiemy, o co w tym chodzi. Mega prostą radą, jaką kiedyś dał Greg Todds, jest „ just believe” - po prostu uwierz! Dotyczy to samej nauki jazdy, jak i całej ideologii noboardingu – w to, że proste rozwiązania sprawnie funkcjonują, współczesny człowiek musi uwierzyć.
Elastyczna taśma zastosowana w padzie Noboardu służy do przytrzymania deski pod stopami. Jest też przydatna w razie upadku, choć ostatnie modele padów posiadają również zwijaną smycz na nogę. Jeśli osiągnie się odpowiedni poziom zaawansowania i odnajdzie właściwy rytm skrętów, można spróbować jazdy bez trzymania się linki, co określane jest jako „no-roping”. Najfajniejsze jest jednak to, że stary, dobry „grab”, podstawowy element snowboardowego freestyle'u, znów zyskał swoje pierwotne znaczenie – przytrzymania deski pod stopami podczas ewolucji w powietrzu. W snowboardingu pozostał echem po inspiracji skate'owymi trikami, natomiast w noboardzie ma czysto praktyczne znaczenie. Ale to nie koniec skate'owych możliwości na stoku. Wyobrażacie sobie kickflipa w śniegu? A kiedy już spokojnie będziecie śmigać bez wiązań między drzewami, może wtedy uświadomicie sobie, że tak właśnie powinno wyglądać pływanie w puchu. Poza tym noboard da lepsze wyczucie równowagi i poprawi wszystkie elementy wpływające na technikę jazdy na snowboardzie. Przekonuje się o tym coraz większa grupa osób, czasami dobrze nam znanych pro riderów, m.in. wspomniany już Wolle Nyvelt, ale również Lukas Huffman, Andrew Hardingham czy Jon Cartwright.

Sprzęt
Deska - Jeśli wybierzemy bardziej „lajtową” wersję jazdy bez wiązań, jaką jest noboarding, to całkowicie wystarczy nam jakakolwiek deska snowboardowa, choćby ta, której używamy. Naturalnie, ze względu na jazdę w puchu lub choćby w głębokim śniegu, lepsze będą modele freeride'owe, z mocno cofniętym insertowaniem, szerokim, wypornym dziobem i wąskim tyłkiem. W idealnej konfiguracji zestaw proponuje Burton – chodzi o wspomnianego NoFisha (ok. 600 $). Rozumiem jednak, że nie każdego stać na specjalną deskę do jady w puchu, więc żeby ograniczyć koszty (i ewentualną stratę, jeśli idea nam nie spasuje) najlepiej nabyć samego Noboard Pada (ok. 120 $). Jeśli natomiast poszukujemy większej egzotyki i klimatu totalnego oldschoolu, to musimy skontaktować się wytwórnią Wolle Nyvelta, która na przyszły sezon planuje wypuścić pierwsze „komercyjne” modele Ăsmo, albo... kupić arkusz sklejki, wyrzynarkę oraz stolarskie ściski i poczuć się niczym Jake Burton, jakieś 30 lat temu.
Noboard Pad - Elastomerowa podkładka nie tylko zapewnia optymalną przyczepność podeszwom butów, ale jest też elementem tłumiącym drgania. Posiada polimerowy uchwyt na dłoń oraz otwory, za które zaczepiona jest elastyczna taśma, ewentualnie zwijana smycz na nogę. Pad jest mocowany do deski, niestety, za pomocą dwustronnej taśmy lepiącej. Podobno producent próbował opracować model montowany w oparciu o inserty lecz, jak twierdzi, nie działał on tak dobrze, jak przylepiany. A szkoda, bo już wyobrażałem sobie wyjazd w góry, na który zabieram wiązania, pad i deskę - w zależności od warunków i nastroju zestawiam komplet, jak mi pasuje. Na pocieszenie ludzie z NoBoard dodają, że jeśli raz spróbujemy jazdy bez wiązań, nie będzie potrzeby odrywania pada ;) No tak, ale oni mieszkają w B.C...
Buty - Tu z kolei mamy dobrą wiadomość – do jazdy na noboardzie możemy używać jakichkolwiek butów, niekoniecznie snowboardowych. Naturalnie najlepsze są takie, które zapewniają odpowiedni komfort w głębokim śniegu, czyli wysokie buty turystyczne lub tzw. trapery.

Słowo na niedzielę
Eksperymentowanie leży w naturze każdego człowieka, a jeśli jeździsz na snowboardzie to oznacza, że jest ci to jeszcze bliższe, niż przypuszczasz. Jednak snowboarding od jakiegoś czasu zatraca elementy mocno integrujące swoich wyznawców. Noboarding wręcz przeciwnie – daje uczucie, jakie ostatni raz można było mieć kilkanaście lat temu, wzbudzając sensację swoim pojawieniem się ze snowboardem w polskich górach.
Jazda bez wiązań posiada też nieograniczony potencjał rozwoju. Nie dotyczy to tylko wymyślnych trików. Wystarczy na nowo odkrywać trasy i stoki, które dawno temu zdążyły nam spowszednieć. Jeśli uważacie, że jakiś teren jest zbyt płaski, by dobrze się na nim bawić na snowboardzie, to koniecznie spróbujcie ujarzmić go bez wiązań! Po prostu uwierzcie.
Tekst: PG na podstawie materiałów OnBoard, Ăsmo oraz Cholo Burns/Pleasure
Zdjęcia: Jenna Low (NoBoard), Simon Lemmerer (Ăsmo), redakcja
(snowBoard MDS nr 44/2009)






