snowBoard MDS 54/2012
.: W poszukiwaniu głębokiego puchu / Polska i Słowacja
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
WYCIĄGARKA - WYRWIRĄCZKA
Jeżeli okolica, w której mieszkasz jest płaska jak deska, albo jeśli znalazłeś fajną miejscówkę, ale bez najazdu, lub po prostu lubisz zabawki dla dużych chłopców, to na pewno ucieszy cię gadżet, którym mieliśmy przyjemność się pobawić.

Pierwsza próba wykorzystania nowej zabawki odbyła się na Śląsku. Pojechaliśmy do Będzina, gdzie z lokalnym crew, przy pomocy przyczepy pełnej śniegu, zagospodarowaliśmy fajną poręcz. Ot, dobre miejsce na początek sezonu streetowego. Niestety, spot ten nie posiada naturalnego najazdu, więc chłopaki zamiast ustawiać rampę drop in, wywlekli z samochodu średniej wielkości metalowe pudło na kółkach. Owe pudełko mieści w sobie niewielki silnik spalinowy, szpulę z 300- metrową linką oraz hamulec. Do obsługi wystarczy jedna osoba, która operuje gazem i hamulcem. Ustawiamy wyciągarkę koło poręczy i kontraktorkę czas zacząć. Kilka pierwszych prób poświęciliśmy na dobranie odpowiedniej prędkości na najeździe. W praktyce okazało się, że maszynka potrafi zwijać linkę bardzo szybko i nie trzeba długiego najazdu, żeby nabrać prędkości. Kolejne godziny, to konkretne katowanie poręczy. Niestety w warunkach jesienno - streetowych nie mieliśmy okazji sprawdzić pełnych możliwości maszynki. Więc poczekaliśmy na pierwszy atak zimy i udaliśmy się do Szczyrku, a konkretnie na Biały Krzyż. Na miejscu wpadł nam w ręce inny egzemplarz, tym razem domowej roboty. Co było robić? Wypadało sprawdzić, co nowa zabawka potrafi.

Na początek puszczamy linkę przez długość polany. Odpalamy wyciągarkę i poszłooo! Po chwili ustawia się spora kolejka chętnych do surfowania po śniegu. Czas leci, a chłopaki jeden po drugim stawiają firany na polanie. Pełna zajawka! Kolejnego dnia wieczorem przyszedł czas na bardziej praktyczne wykorzystanie maszynki. Na miejsce testów wybraliśmy drewniany domek, którego dach mieli atakować Radek Koźlik i Gniazdo. Budujemy skocznię, a za „stromy najazd” robi nam wyciągarka. Po kilku próbach już wiadomo, że spokojnie wystarczy nam prędkości, bo chłopaki latają dosłownie nad dachem chatki. W miarę poznawania możliwość naszej nowej zabawki, zaczęły się pojawiać coraz śmielsze pomysły na jej wykorzystanie. A miejscówki do tej pory niemożliwe do zrobienia, albo kompletnie nieciekawe, zyskały nowy wymiar. I tak trafiliśmy do Zakopanego, na zwykłe boisko przy szkole. Z dwóch stron ogrodzone czterometrowej wysokości płotem. Do tej pory wydawało nam się kompletnie nie do wykorzystania. Bez możliwości rozpędzenia się za samochodem nie było szans na atakowanie miejscówki. Teraz to się zmieniło. Przez długość boiska przygotowaliśmy najazd, przy ogrodzeniu powstał quarter, a za napęd posłużyła wyciągarka.

Miejscówkę atakuje Radek Koźlik. Kilka prób i okazuje się, że tym razem musimy wykorzystać pełną prędkość, do jakiej potrafi rozpędzać maszynka, czyli ok. 40-50 km/h. To spokojnie wystarczyło, aby wyjeżdżać na ponad czterometrowy płot. Po kilku godzinach jesteśmy bogatsi o wiele nowych doświadczeń, pojawia się też fura nowych pomysłów na wykorzystanie sporych możliwości urządzenia. Akcje na boisku kończymy równo ze zmierzchem. A co nam przyniósł świt? Szukajcie w następnych numerach MDS…

Tekst: UnCool Bro, zdjęcia Yarrek
(snowBoard MDS nr 44/2009)






