snowBoard MDS 54/2012
.: W poszukiwaniu głębokiego puchu / Polska i Słowacja
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
.: SNB szklanym okiem / Rafał Wielgus
.: Wolak Brothers / wywiad
.: BURNin Snow / zawody
.: Śnieżne Eldorado / backcountry w Szczyrku
.: Się kręci! / street
.: SnowBiznes / Raven, Pathron
Odrobina historii
A było to tak… W połowie lat 90-tych (i to ubiegłego wieku – fajnie brzmi) Krzysztof Baran, wydawca magazynu GÓRY wpadł na pomysł, że warto by wcisnąć do tego turystyczno-wspinaczkowego czasopisma również snowboard. Dlaczego by nie? Były już rowery, były glajty, kajaki i narty, więc równie dobrze mogła być też deska. Pomysł nie do końca był autorski, ponieważ w Europie rozwijała się wówczas tendencja, że prawdziwi „hardkorowcy” robią w górach wszystko, a ich śladem podążają multidyscyplinarne czasopisma. Tendencja ta żarła dobrze, ale szybko zdechła, bo okazało się, że ludzie w przeważającej większości nie są omnibusami i wybierają specjalizację, czyli mówiąc jaśniej, wolą jedną, za to mocną zajawkę. Zaczęliśmy się więc specjalizować. W 1996 roku od GÓR odłączyliśmy rowery i snowboard, by zgodnie razem koegzystować w magazynie o wszystko mówiącej nazwie BIKEBOARD. Pomysł był genialny – przynajmniej tak nam się zdawało: w zimie piszemy o desce, latem o rowerach. Miedzy białym, a czarnym są jednak tonacje pośrednie – pojawiły się nowe, nieprzewidziane problemy: kto i kiedy będzie miał okładkę, kto weźmie pierwszą część pisma, a to znowu rowerzyści chcą o swoich śrubkach czytać również zimą, a snowboarderzy mają w nosie jazdę na rowerze… Krótko mówiąc, było gorąco. Zdecydowanie zbyt upalnie, jak na gusta snowboarderów, więc już od zimy ‘97 postanowiliśmy rozdzielić swe drogi. Ba, łatwo powiedzieć! Chłopaki w BIKEBOARDZIE (w spadku po desce przynajmniej została im super nazwa :) mieli łatwiej – rynek rowerowy był gigantem przy ledwie raczkującej branży snowboardowej. Żeby jakoś utrzymać się na powierzchni postawiliśmy na… Oszczędność. Pierwszy numer miał 46 stron, z czego niemal połowa była drukowana w dwóch kolorach. Tłumaczyliśmy to mega „grandżowym” klimatem… Po pierwszym sezonie okazało się jednak, że nie jest tak źle, jak zakładaliśmy w skromnym biznesplanie, a snowboardowego audytorium szybko nam przybywało. Uskrzydleni pozytywnym przyjęciem zabraliśmy się poważnie do roboty… Z czasem usamodzielniliśmy się również organizacyjnie i zaczęliśmy wydawać MDS we własnym wydawnictwie XMEDIA.
Pomysły, projekty
Na początku były pomysły. Całe mnóstwo różnorakich pomysłów. Czasami fajnych, czasami genialnych, a czasami zupełnie dennych – jak to w życiu. Do tych pomysłów fajnych można zaliczyć jasne określenie profilu magazynu. 100% SNOWBOARDU – to było hasło z pierwszych sezonów wydawniczych mówiące wyraźnie, że nie będziemy ściemniać o muzie, lifestyle’u, deskorolkach, rolkach i innych bajerach. Będzie tylko o snowboardingu, bo dla wszystkich innych tematów są przeznaczone inne czasopisma. Kolejnym cennym pomysłem był sprzęt, a dokładniej jego prezentacja, mająca formę katalogu. Na początku prezentacja sprzętu i ciuchów mieściła się w pierwszym numerze sezonu. Później ciuchy zostawiliśmy „na papierze”, a cały sprzęt upakowaliśmy na multimedialnej płytce CD. Buło cudnie: wyszukiwarka według dowolnych parametrów, dane techniczne i zdjęcia wszystkich modeli desek, pękate bazy danych, a do tego filmy, tapety… W ten sposób sprzęt prezentowaliśmy przez 3 sezony i w końcu musieliśmy przyznać, że najlepszą, a więc najbardziej oczekiwaną przez czytelników formą, jest katalog „papierowy”. CD, podobnie jak Internet, ma nieograniczone możliwości przekazania informacji, ale… No właśnie, było kilka drobnych „ale”: bo płykę można przejrzeć dopiero, gdy odpali się kompa, bo płytka jest niepozorna i najczęściej ląduje w koszu, bo nie wszyscy potrafią posłużyć się wyszukiwarką… W 2004 roku nie mieliśmy już wyjścia i wydaliśmy snowBoard KATALOG. Katalog to nieco myląca nazwa, bo tak naprawdę miała być to snowboardowa biblia. Tak też się stało i jest do dzisiaj: poza samą prezentacją produktów bardzo dużo miejsca poświęciliśmy na teksty informacyjne, porady, słowniki, przewodniki po snowarkach krajowych i europejskich, własne testy desek, galerię topowego sprzętu oraz obszerną naukę jazdy i trików. Tę ostatnią postanowiliśmy wydać na płycie CD w formie filmów szkoleniowych. Chyba było nieźle, bo płytę szkoleniową opublikowaliśmy raz jeszcze, zmieniając nieco filmową zawartość.
Kolejnym pomysłem, który możemy zapisać sobie po stronie plusów, jest FOTOEDYCJA. Niespodziewanie nasza snowboardowa branża okazała się na tyle dynamiczna, że obrodziła kilkoma dobrymi, krajowymi fotografami. Podjęliśmy więc ambitny plan, że będziemy prezentować najlepsze zdjęcia POLSKICH fotografów. Do dziś mam wrażenie, że taki samoograniczający warunek był rozwiązaniem dosyć ryzykownym, jednak polski snowboarding ma tak wiele ciekawych rzeczy do pokazania, że chyba nie był to pomysł chybiony. Już drugie wydanie FOTOEDYCJI zapragnęliśmy uzupełnić przedrostkiem VIDEO, czyli poza najlepszymi zdjęciami zaprezentować również najlepszą, a wówczas właściwie jedyną większą polską produkcję filmową, czyli słynnego Yellonka, Wojtka Pająka. W ubiegłym sezonie udało nam się dołączyć do FOTOEDYCJI kolejne ciekawe dzieło polskich autorów – Playground Studia Filmowego Manufaktura.
W ciągu tych dziesięciu zim testowaliśmy też inne śmiałe bardzo, lub trochę mniej, pomysły: były zdjęcia trójwymiarowe, rozbierana sesja na basenie, były nasze „obozy” w Alpach, na które zjawiało się po kilkadziesiąt osób, był pierwszy w Polsce festiwal snowboardowy, była książeczka z nauką jazdy, były mega konkursy z kilkudziesięcioma fantami do wyjęcia, były pierwsze próby z kitem na śniegu… To wszystko było, a co będzie?
Ludzie
Nie ma czasopisma bez ludzi: z jednej strony gromady zdrowo zakręconych pasjonatów, którym chce się zrobić coś więcej, poza jazdą na desce. Z drugiej strony muszą być Czytelnicy, dzięki którym nasza praca ma sens. Gdy z obu stron znajdą się ludzie mocno zajawieni, wtedy gdzieś pośrodku musi zaiskrzyć – to właśnie jest dobre czasopismo! Robione przez snowboarderów dla snowboarderów. To taki banał, ale wiele tłumaczy – zarówno nasze mocne, jak i słabe strony.
Przez 10 zim MDS powstawał, i nadal powstaje, dzięki zaangażowaniu pokaźnego grona osób.
Dzięki Nim powstawał MDS (w kolejności alfabetycznej):
Konrad Augustyniak – nasz ekspert od snowkite’u, ale nie tylko… Istny „człowiek renesansu”.. Potrafi celnie doradzić w sprawach typografii, przygotować ścieżkę dźwiękową oraz zmontować film instruktażowy. Przy swoim bardzo optymistycznym podejściu do życiowych zawirowań jest też czarnym snem dla wszystkich uzależnionych od terminarza i zegarka – potrafi wpaść do drukarni z materiałami pięć minut po tym, jak obrażony drukarz spakował zabawki… Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że potrafi też dwie noce z rzędu spędzić przed kompem, gdy deadline nadciąga.
Paweł „Cichy” Cichocki – swego czasu jeden z najlepszych i najbardziej wszechstronnych polskich snowboarderów. Idealny kandydat na trenera kadry lub instruktora zaawansowanego freestyle’u oraz wspaniały kompan na redakcyjnych wyjazdach. Wielki talent sportowy uzupełnił gruntowną wiedzą trenerską, zdobytą na AWF, przez co stanowił dla naszej redakcji silne wsparcie teoretyczne. Nie dały mu rady kontuzje, dała radę proza życia – niestety (dla nas, Paweł pewnie inaczej to widzi), rozstał się z deską na rzecz kariery w poważnej, bo mundurowej, instytucji. Wciąż mamy nadzieję, że to stan przejściowy...
Paweł „Zdeżak” Deżakowski – instruktor instruktorów: wielkie doświadczenie, długi staż na desce, dziesiątki szkoleń, duża wiedza na temat freeride’u i solidny poziom freestyle’u. Do tego umiejętność zorganizowania najdziwniejszych wypraw… Jeśli mamy jakieś wątpliwości merytoryczne, na pewno udajemy się z nimi do Zdeżaka. A przy okazji… Mój edytor ciągle i z uporem poprawia „ż” na „rz”. Widać typ, co ustalał słownik, nie znał Zdeża. To dziwne… Nie powinien się tym chwalić!
Konrad Essen – wiele umiejętności i wiele zajawek: snowboard – to oczywiste – ale i komputery, rajdy, ciągłe przebudowy samochodów… Przy tym wszystkim znajduje jeszcze czas, żeby zamienić się w budowlańca podczas „wakacji” w Stanach i studenta przez resztę roku. Nie miejcie więc pretensji, że niusy na naszej stronie pojawiają się zbyt późno Konrad obiecuje poprawę, gdy doba ustawowo zostanie wydłużona do 30 godzin.
Piotr Gatys – prawdziwy ścichapęk: spuszczasz go na chwilę z oczu (bo gada do rzeczy i wygląda na rozsądnego), a wtedy Pietia daje pokaz prawdziwej fristajlerki - bez trzymanki i hamulców. Tryska świetnymi pomysłami, szybko się nakręca, rozpala do roboty… Gorzej niestety z terminami. Bo jak tu wytłumaczyć fristajlerowi, jak działa zegarek?
Maciek Gąsienica – pojawiła się kiedyś (całe wieki temu) w redakcji chłopaczyna, co płonęła na licu rumieńcem przy każdym dosadniejszym słowie. A że w redakcji tylko takie padały, więc się Maciek szybko wyrobił, z czasem zadziwiając swych „nauczycieli”. Jak na górala przystało, jest konsekwentny, uparty i pracowity – ciągle szuka nowych rozwiązań. Kto szuka, ten znajduje… Maciek wymyślił realizować się w międzynarodowej korporacji. Rzecz dla nas niepojęta, bo nawet dziecko wie, że te giganty wysysają ludzi i ich zezwłokami znaczą swój ślad. Na szczęście ten okres Maciek ma już za sobą i teraz rządzi na swoim terenie. Może z korzyścią dla naszego magazynu, kto wie?
Piotr Gruszkowski – co najmniej 15 lat na desce, ale dzięki swojej pracy idealnie skorelowanej z zajawką oraz olbrzymiej wiedzy i licznym talentom – jest redaktorem naczelnym MDS-u. Dni przejeżdżonych na snowboardzie ma mniej, niż średnio udzielający się zawodnik po pierwszym sezonie. Cóż, takie życie… Nie zmienia to faktu, że przy każdej nadesłanej do redakcji relacji z „pierwszej linii ognia” czuje lekkie ukłucie zazdrości i obiecuje znaleźć więcej czasu na przyjemności. W ciągle niezrealizowanych planach heliboarding w egzotycznych górach, a póki co potrafi cieszyć się ze śnieżnego dnia na Chopoku.
Sebastian Hermanowski – w polskim snowboardzie nie ma takiego drugiego! Człowiek-instytucja od kilkunastu lat ciągle w głównym nurcie… Nikt nie organizuje oryginalniejszych imprez (70’s, Heavy Metal Party, itp.), nie prowadzi ciekawszej „konferansjerki”, nie ma tak głębokiej kopalni powalających anegdot. Skupia wokół siebie środowisko z południa Polski, organizuje wyjazdy, pilnuje treningów młodzieży, założył i prowadzi najstarszy w kraju klub snowboardowy… Najświeższą, bo od jakiś trzech sezonów realizowaną zajawką Hermana jest fotografia – poza aktami, oczywiście snowboardowa. A że bywa właściwie na wszystkich zawodach, spontanicznie organizowanych jib sesjach oraz wyjazdach w Alpy, więc zawsze ma ciekawy materiał.
Piotr Jasieński – zdradzę największą tajemnicę: Piotr nie jeździ na snowboardzie! Wcale! Jednak w jego przypadku zupełnie nam to nie przeszkadza, ponieważ Piotr jest ratownikiem TOPR i naszą skarbnicą wiedzy w sprawach bezpieczeństwa w górach. Jako, że Piotr wszystkie zimy spędza na dyżurach ratowniczych, wiedzę na temat wypadków na stokach i poza trasami czerpie ze smutnej rzeczywistości, a nie z książek lub filmów.
Ewa Król – to, że nadal jesteśmy w poprawnych stosunkach z fiskusem i odnajdujemy się w gąszczu administracyjnych zawiłości zawdzięczamy wyłącznie Ewie – pracującej z nami od samego początku, a nawet o kilka latek dłużej. Trzeba przyznać, że Ewę cechują egzotyczne, jak dla nas, upodobania: jest punktualna, potrafi godzinami robić mega nudne zestawienia, pasjonuje się przepisami prawnymi… Może to i dobrze, bo fristajlowość nie jest mile widziana przy wypełnianiu deklaracji PIT.
Piotr Kunysz – jedyny w Polsce, najprawdziwszy doktor nauk… snowboardowych. A musicie wiedzieć, że mykanie na desce z konkretnym stopniem naukowym to zupełnie inna jazda, niż zwykłe bujanie się po stoku :) W związku ze swoim zawodem Piotr ma niezwykłą wiedzę o wszystkich sportowych aspektach, związanych ze snowboardingiem. Poza tym jest autorem podręcznika nauki jazdy, szkoleniowego filmu, który wydaliśmy wraz z naszym Katalogiem, niezliczonych publikacji i opracowań. Na wiedzy teoretycznej nie kończą się jednak zainteresowania Piotra: co sezon prowadzi snowpark i organizuje zawody w Zieleńcu, szkoli na snowboardowych i kite’owych obozach, działa w Polskim Związku Snowboardu. Kolejnym „naszym człowiekiem” w PZS-ie jest Szymon Fabrowicz – autor filmu „Halfpipe”, publikowanego na naszym szkoleniowym krążku.
Marek „Jonya” Kowalski – sól tej ziemi, a właściwie Redakcji. Od samego początku współtworzy MDS snowBoard. Nie tylko swoimi zdjęciami… Na redakcyjnych wyjazdach matkuje zawodnikom: na własnych plecach wozi do snowparków papu, picie i krem z filtrem, sypie hopki na backcountry, negocjuje z resortami, żeby nasi pro mieli wszystko za free. I tak sezon za sezonem… W międzyczasie Jonya stał się „tatąjuzka” (słynnego bardziej niż barabara Dody z Radziem, za sprawą strony tatajuzka.blox.pl) oraz zaangażował w pracę w fundacji Pani Anny Dymnej. Po prostu dobry człowiek wyrósł nam z Jonyi… Jesteśmy dumni!
Marek „Motyl” Kurzeja – bardziej zajarany snowboardem nie był i nie jest nawet sam Jake Burton. Dla Motyla jazda na desce to cel życia. Robi też wszystko, żeby była również i sposobem na życie. Częściowo się to udaje, bo organizuje szkolenia, wyjazdy i obozy, a w naszej redakcji odpowiada za testy desek oraz dobre, wciąż nowe pomysły. Jednak Motylowi, w przeciwieństwie do Jake’a, z samej jazdy na desce ciężko zapiąć budżet, więc ślęczy nad fakturami w biurze rachunkowym, a latem wypasa owce w Norwegii – czyli kolejny „człowiek renesansu”. W trudach organizowania i przeprowadzania naszych testów Motylowi pomagał Mariusz Kufel, póki nie przeniósł się na bardziej prestiżowe stanowisko trenera snowboardowych zawodników.
Jacek „Magik” Kudłaty – jeden z najlepszych polskich wspinaczy skalnych. W poszukiwaniu przygód zwiedził już wszystkie kontynenty. Co Magik robi w naszej bajce? To samo co we wspinaniu, czyli podróżuje po egzotycznych rejonach globusa - również z deską snowboardową. Przez kilka sezonów dostarczał nam relacji z freeride’ów na Alasce lub w Kaukazie - w czasach, gdy Kaukaz był omijany szerokim łukiem przez większość snowboardowych turystów. Podobnie egzotyczne relacje ze swoich wypraw w Kaukaz i na Kamczatkę przygotowywał dla nas Piotr „Mimi” Szlęzak.
Jarek „Yarrek” Możdżyński – w porównaniu z dinozaurowym wiekiem MDS-u, Yarrek stanowi okres nowożytny. Jednak dzięki pracowitości i profesjonalnemu zaangażowaniu bardzo szybko wspiął się do panteonu najlepszych polskich snowboardowych fotografów. Efekty jego działalności znajdziecie nie tylko w naszym magazynie – Yarrek publikuje w większości tytułów związanych ze snowboardem, również poza granicami kraju.
Wiktor Owlasiuk – Wiktor jest współwłaścicielem Studia Filmowego, zajmującego się tworzeniem klipów, reklamówek i tym podobnego video asortymentu. Jednak najważniejszą zajawką Wiktora (oraz jego współpracowników: Szymona i Marcina) jest snowboarding – się wie! Nic zatem dziwnego, że nadmiar twórczej energii Wiktor kanalizuje w tworzenie filmów snowboardowych. Jeden z nich, czyli „Playground” wydaliśmy wspólnie z ubiegłoroczną Fotoedycją MDS-u. Obecnie Wiktor zajmuje się recenzowaniem dla nas snowboardowej X muzy.
Beata Potocka – nasz Wydawca! Brzmi fajnie, co? Ale to tylko efekt niezbyt celnych skojarzeń, bo Wydawca w naszym wydawnictwie oznacza osobę odpowiedzialną za wszystko i wszystko starającą się ogarnąć. A najczęściej jest tego zbyt wiele. Dlatego mieszanymi uczuciami darzy zimę – z jednej strony to najpiękniejszy okres w roku, z drugiej po kilka godzin snu na dobę i niekończąca się kolejka problemów do rozwiązania. Pewnie dlatego Beata uważa, że piękniejszą porą roku jest wiosna – wtedy można nadrobić na desce wszystkie dni, które umknęły zimą. No i... wreszcie sie wyspać.
Maciek „Morgan” Stanisz – milion pomysłów, cała masa dobrych rad… Co ciekawe, niektóre z nich wykorzystujemy :) Na inne nie starczyłoby życia… Tak czy owak, Morgan zawsze potrafi zaskoczyć – jak nie ciekawym pomysłem, to szokującym niusem, albo przynajmniej wstrząsającą plotką. Dzięki niemu nie tracimy kontaktu z rzeczywistością i… światem równoległym.
Jacek Szymilewicz – pojawiał się i znikał. W jego telefonie zawsze jakiś egzotyczny operator informował, że właściciel nie może teraz odebrać połączenia. Jeśli jednak Jacek telefon odbierał, zawsze wynikała z tego jakaś ciekawa akcja. Szkoda nam, że już tak nie jest.
Rafał Wielgus – czapki z głów! Rafał jest już niemal klasyką naszej krajowej fotografii skate i snow. Jego prace były inspiracją dla wszystkich, którzy postanowili wziąć aparat w dłonie i popróbować swoich sił na stoku. Mimo licznych mniej lub bardziej uświadomionych naśladowców, Rafał ciągle potrafi zaprezentować swoje odmienne, niepowtarzalne spojrzenie na typowy, zdawać by się mogło, temat. Na pracach Rafała wyrosło kilka polskich tytułów prasowych. Korzystamy też i my.
Bartek Wyszyński – gość z tekstami tak śmiesznymi, że u mniej odpornych osobników powodował niekontrolowane skurcze pęcherza moczowego. Miał też świetne pomysły i dużą szansę na zostanie prawdziwym snowboardowym luzakiem. Niestety, podstępne życie Warszawki wciągnęło go w swoje tryby i zmieliło. Stał się kolejnym japiszonem, codziennie przywdziewającym garniaczek, by totalnie dziczeć w weekendy. Tu Ziemia, pozdrawiamy tych na orbicie!
Michał Żelawski – pierwszy odważny w naszym kraju, który postanowił opracować i wydać przewodnik po snowarkach. I to nie tylko tych znajdujących się w alpejskich miejscówkach, ale też (co za odwaga!) w lokalnych górkach. A jak wiadomo, polskie snowarki są efemerydą, trudną nie tylko do usystematyzowania, ale też do zaobserwowania w naturze. Część tytanicznej pracy Michała mieliście możliwość odnaleźć na łamach naszego Katalogu.
Wojtek „Wzorowy” Antonów, Janek Kriwol, Piotr „Bednar” Bednarski, David Blażek – wszyscy są fotografami, na co dzień współpracującymi z różnymi czasopismami z branży snow/skate. Swoimi zdjęciami zasilają również nasz magazyn, a głównie Fotoedycję. Tak liczna grupa specjalizujących się w snowboardingu fotografów jest niespotykana w innych sportach outdoorowych: w narciarstwie, rowerach górskich, czy wspinaczce. To cieszy!
Krzysztof Baran, Miłosz Kędracki, Grzesiek Chłopicki, Marcin Klag, Janusz Maniak, Maciek Rozciszewski – ludzie, którzy odcisnęli piętno na naszym magazynie w pierwszym okresie jego ukazywania. Krzysztof był właścicielem Wydawnictwa Góry, który nie bał się zaryzykować, by wejść w tak niepewny „interes”, jakim było tworzenie snowboardowego czasopisma. Miłosz, Grzesiek, Marcin, Janusz i Maciek tworzyli zespół BikeBoard-u, czyli rowerowo-deskowego magazynu, stanowiącego bezpośredni zaczyn w tyglu powstającego MDS-u.
Oczywiście od 2007 roku lista osób, dzieki którym powstaje snowBoard MDS znacznie się wydłużyła i wciąż pęcznieje – niebawem ją zaktualizujemy.
A było to tak… W połowie lat 90-tych (i to ubiegłego wieku – fajnie brzmi) Krzysztof Baran, wydawca magazynu GÓRY wpadł na pomysł, że warto by wcisnąć do tego turystyczno-wspinaczkowego czasopisma również snowboard. Dlaczego by nie? Były już rowery, były glajty, kajaki i narty, więc równie dobrze mogła być też deska. Pomysł nie do końca był autorski, ponieważ w Europie rozwijała się wówczas tendencja, że prawdziwi „hardkorowcy” robią w górach wszystko, a ich śladem podążają multidyscyplinarne czasopisma. Tendencja ta żarła dobrze, ale szybko zdechła, bo okazało się, że ludzie w przeważającej większości nie są omnibusami i wybierają specjalizację, czyli mówiąc jaśniej, wolą jedną, za to mocną zajawkę. Zaczęliśmy się więc specjalizować. W 1996 roku od GÓR odłączyliśmy rowery i snowboard, by zgodnie razem koegzystować w magazynie o wszystko mówiącej nazwie BIKEBOARD. Pomysł był genialny – przynajmniej tak nam się zdawało: w zimie piszemy o desce, latem o rowerach. Miedzy białym, a czarnym są jednak tonacje pośrednie – pojawiły się nowe, nieprzewidziane problemy: kto i kiedy będzie miał okładkę, kto weźmie pierwszą część pisma, a to znowu rowerzyści chcą o swoich śrubkach czytać również zimą, a snowboarderzy mają w nosie jazdę na rowerze… Krótko mówiąc, było gorąco. Zdecydowanie zbyt upalnie, jak na gusta snowboarderów, więc już od zimy ‘97 postanowiliśmy rozdzielić swe drogi. Ba, łatwo powiedzieć! Chłopaki w BIKEBOARDZIE (w spadku po desce przynajmniej została im super nazwa :) mieli łatwiej – rynek rowerowy był gigantem przy ledwie raczkującej branży snowboardowej. Żeby jakoś utrzymać się na powierzchni postawiliśmy na… Oszczędność. Pierwszy numer miał 46 stron, z czego niemal połowa była drukowana w dwóch kolorach. Tłumaczyliśmy to mega „grandżowym” klimatem… Po pierwszym sezonie okazało się jednak, że nie jest tak źle, jak zakładaliśmy w skromnym biznesplanie, a snowboardowego audytorium szybko nam przybywało. Uskrzydleni pozytywnym przyjęciem zabraliśmy się poważnie do roboty… Z czasem usamodzielniliśmy się również organizacyjnie i zaczęliśmy wydawać MDS we własnym wydawnictwie XMEDIA.
Pomysły, projekty
Na początku były pomysły. Całe mnóstwo różnorakich pomysłów. Czasami fajnych, czasami genialnych, a czasami zupełnie dennych – jak to w życiu. Do tych pomysłów fajnych można zaliczyć jasne określenie profilu magazynu. 100% SNOWBOARDU – to było hasło z pierwszych sezonów wydawniczych mówiące wyraźnie, że nie będziemy ściemniać o muzie, lifestyle’u, deskorolkach, rolkach i innych bajerach. Będzie tylko o snowboardingu, bo dla wszystkich innych tematów są przeznaczone inne czasopisma. Kolejnym cennym pomysłem był sprzęt, a dokładniej jego prezentacja, mająca formę katalogu. Na początku prezentacja sprzętu i ciuchów mieściła się w pierwszym numerze sezonu. Później ciuchy zostawiliśmy „na papierze”, a cały sprzęt upakowaliśmy na multimedialnej płytce CD. Buło cudnie: wyszukiwarka według dowolnych parametrów, dane techniczne i zdjęcia wszystkich modeli desek, pękate bazy danych, a do tego filmy, tapety… W ten sposób sprzęt prezentowaliśmy przez 3 sezony i w końcu musieliśmy przyznać, że najlepszą, a więc najbardziej oczekiwaną przez czytelników formą, jest katalog „papierowy”. CD, podobnie jak Internet, ma nieograniczone możliwości przekazania informacji, ale… No właśnie, było kilka drobnych „ale”: bo płykę można przejrzeć dopiero, gdy odpali się kompa, bo płytka jest niepozorna i najczęściej ląduje w koszu, bo nie wszyscy potrafią posłużyć się wyszukiwarką… W 2004 roku nie mieliśmy już wyjścia i wydaliśmy snowBoard KATALOG. Katalog to nieco myląca nazwa, bo tak naprawdę miała być to snowboardowa biblia. Tak też się stało i jest do dzisiaj: poza samą prezentacją produktów bardzo dużo miejsca poświęciliśmy na teksty informacyjne, porady, słowniki, przewodniki po snowarkach krajowych i europejskich, własne testy desek, galerię topowego sprzętu oraz obszerną naukę jazdy i trików. Tę ostatnią postanowiliśmy wydać na płycie CD w formie filmów szkoleniowych. Chyba było nieźle, bo płytę szkoleniową opublikowaliśmy raz jeszcze, zmieniając nieco filmową zawartość.
Kolejnym pomysłem, który możemy zapisać sobie po stronie plusów, jest FOTOEDYCJA. Niespodziewanie nasza snowboardowa branża okazała się na tyle dynamiczna, że obrodziła kilkoma dobrymi, krajowymi fotografami. Podjęliśmy więc ambitny plan, że będziemy prezentować najlepsze zdjęcia POLSKICH fotografów. Do dziś mam wrażenie, że taki samoograniczający warunek był rozwiązaniem dosyć ryzykownym, jednak polski snowboarding ma tak wiele ciekawych rzeczy do pokazania, że chyba nie był to pomysł chybiony. Już drugie wydanie FOTOEDYCJI zapragnęliśmy uzupełnić przedrostkiem VIDEO, czyli poza najlepszymi zdjęciami zaprezentować również najlepszą, a wówczas właściwie jedyną większą polską produkcję filmową, czyli słynnego Yellonka, Wojtka Pająka. W ubiegłym sezonie udało nam się dołączyć do FOTOEDYCJI kolejne ciekawe dzieło polskich autorów – Playground Studia Filmowego Manufaktura.
W ciągu tych dziesięciu zim testowaliśmy też inne śmiałe bardzo, lub trochę mniej, pomysły: były zdjęcia trójwymiarowe, rozbierana sesja na basenie, były nasze „obozy” w Alpach, na które zjawiało się po kilkadziesiąt osób, był pierwszy w Polsce festiwal snowboardowy, była książeczka z nauką jazdy, były mega konkursy z kilkudziesięcioma fantami do wyjęcia, były pierwsze próby z kitem na śniegu… To wszystko było, a co będzie?
Ludzie
Nie ma czasopisma bez ludzi: z jednej strony gromady zdrowo zakręconych pasjonatów, którym chce się zrobić coś więcej, poza jazdą na desce. Z drugiej strony muszą być Czytelnicy, dzięki którym nasza praca ma sens. Gdy z obu stron znajdą się ludzie mocno zajawieni, wtedy gdzieś pośrodku musi zaiskrzyć – to właśnie jest dobre czasopismo! Robione przez snowboarderów dla snowboarderów. To taki banał, ale wiele tłumaczy – zarówno nasze mocne, jak i słabe strony.
Przez 10 zim MDS powstawał, i nadal powstaje, dzięki zaangażowaniu pokaźnego grona osób.
Dzięki Nim powstawał MDS (w kolejności alfabetycznej):
Konrad Augustyniak – nasz ekspert od snowkite’u, ale nie tylko… Istny „człowiek renesansu”.. Potrafi celnie doradzić w sprawach typografii, przygotować ścieżkę dźwiękową oraz zmontować film instruktażowy. Przy swoim bardzo optymistycznym podejściu do życiowych zawirowań jest też czarnym snem dla wszystkich uzależnionych od terminarza i zegarka – potrafi wpaść do drukarni z materiałami pięć minut po tym, jak obrażony drukarz spakował zabawki… Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że potrafi też dwie noce z rzędu spędzić przed kompem, gdy deadline nadciąga.
Paweł „Cichy” Cichocki – swego czasu jeden z najlepszych i najbardziej wszechstronnych polskich snowboarderów. Idealny kandydat na trenera kadry lub instruktora zaawansowanego freestyle’u oraz wspaniały kompan na redakcyjnych wyjazdach. Wielki talent sportowy uzupełnił gruntowną wiedzą trenerską, zdobytą na AWF, przez co stanowił dla naszej redakcji silne wsparcie teoretyczne. Nie dały mu rady kontuzje, dała radę proza życia – niestety (dla nas, Paweł pewnie inaczej to widzi), rozstał się z deską na rzecz kariery w poważnej, bo mundurowej, instytucji. Wciąż mamy nadzieję, że to stan przejściowy...
Paweł „Zdeżak” Deżakowski – instruktor instruktorów: wielkie doświadczenie, długi staż na desce, dziesiątki szkoleń, duża wiedza na temat freeride’u i solidny poziom freestyle’u. Do tego umiejętność zorganizowania najdziwniejszych wypraw… Jeśli mamy jakieś wątpliwości merytoryczne, na pewno udajemy się z nimi do Zdeżaka. A przy okazji… Mój edytor ciągle i z uporem poprawia „ż” na „rz”. Widać typ, co ustalał słownik, nie znał Zdeża. To dziwne… Nie powinien się tym chwalić!
Konrad Essen – wiele umiejętności i wiele zajawek: snowboard – to oczywiste – ale i komputery, rajdy, ciągłe przebudowy samochodów… Przy tym wszystkim znajduje jeszcze czas, żeby zamienić się w budowlańca podczas „wakacji” w Stanach i studenta przez resztę roku. Nie miejcie więc pretensji, że niusy na naszej stronie pojawiają się zbyt późno Konrad obiecuje poprawę, gdy doba ustawowo zostanie wydłużona do 30 godzin.
Piotr Gatys – prawdziwy ścichapęk: spuszczasz go na chwilę z oczu (bo gada do rzeczy i wygląda na rozsądnego), a wtedy Pietia daje pokaz prawdziwej fristajlerki - bez trzymanki i hamulców. Tryska świetnymi pomysłami, szybko się nakręca, rozpala do roboty… Gorzej niestety z terminami. Bo jak tu wytłumaczyć fristajlerowi, jak działa zegarek?
Maciek Gąsienica – pojawiła się kiedyś (całe wieki temu) w redakcji chłopaczyna, co płonęła na licu rumieńcem przy każdym dosadniejszym słowie. A że w redakcji tylko takie padały, więc się Maciek szybko wyrobił, z czasem zadziwiając swych „nauczycieli”. Jak na górala przystało, jest konsekwentny, uparty i pracowity – ciągle szuka nowych rozwiązań. Kto szuka, ten znajduje… Maciek wymyślił realizować się w międzynarodowej korporacji. Rzecz dla nas niepojęta, bo nawet dziecko wie, że te giganty wysysają ludzi i ich zezwłokami znaczą swój ślad. Na szczęście ten okres Maciek ma już za sobą i teraz rządzi na swoim terenie. Może z korzyścią dla naszego magazynu, kto wie?
Piotr Gruszkowski – co najmniej 15 lat na desce, ale dzięki swojej pracy idealnie skorelowanej z zajawką oraz olbrzymiej wiedzy i licznym talentom – jest redaktorem naczelnym MDS-u. Dni przejeżdżonych na snowboardzie ma mniej, niż średnio udzielający się zawodnik po pierwszym sezonie. Cóż, takie życie… Nie zmienia to faktu, że przy każdej nadesłanej do redakcji relacji z „pierwszej linii ognia” czuje lekkie ukłucie zazdrości i obiecuje znaleźć więcej czasu na przyjemności. W ciągle niezrealizowanych planach heliboarding w egzotycznych górach, a póki co potrafi cieszyć się ze śnieżnego dnia na Chopoku.
Sebastian Hermanowski – w polskim snowboardzie nie ma takiego drugiego! Człowiek-instytucja od kilkunastu lat ciągle w głównym nurcie… Nikt nie organizuje oryginalniejszych imprez (70’s, Heavy Metal Party, itp.), nie prowadzi ciekawszej „konferansjerki”, nie ma tak głębokiej kopalni powalających anegdot. Skupia wokół siebie środowisko z południa Polski, organizuje wyjazdy, pilnuje treningów młodzieży, założył i prowadzi najstarszy w kraju klub snowboardowy… Najświeższą, bo od jakiś trzech sezonów realizowaną zajawką Hermana jest fotografia – poza aktami, oczywiście snowboardowa. A że bywa właściwie na wszystkich zawodach, spontanicznie organizowanych jib sesjach oraz wyjazdach w Alpy, więc zawsze ma ciekawy materiał.
Piotr Jasieński – zdradzę największą tajemnicę: Piotr nie jeździ na snowboardzie! Wcale! Jednak w jego przypadku zupełnie nam to nie przeszkadza, ponieważ Piotr jest ratownikiem TOPR i naszą skarbnicą wiedzy w sprawach bezpieczeństwa w górach. Jako, że Piotr wszystkie zimy spędza na dyżurach ratowniczych, wiedzę na temat wypadków na stokach i poza trasami czerpie ze smutnej rzeczywistości, a nie z książek lub filmów.
Ewa Król – to, że nadal jesteśmy w poprawnych stosunkach z fiskusem i odnajdujemy się w gąszczu administracyjnych zawiłości zawdzięczamy wyłącznie Ewie – pracującej z nami od samego początku, a nawet o kilka latek dłużej. Trzeba przyznać, że Ewę cechują egzotyczne, jak dla nas, upodobania: jest punktualna, potrafi godzinami robić mega nudne zestawienia, pasjonuje się przepisami prawnymi… Może to i dobrze, bo fristajlowość nie jest mile widziana przy wypełnianiu deklaracji PIT.
Piotr Kunysz – jedyny w Polsce, najprawdziwszy doktor nauk… snowboardowych. A musicie wiedzieć, że mykanie na desce z konkretnym stopniem naukowym to zupełnie inna jazda, niż zwykłe bujanie się po stoku :) W związku ze swoim zawodem Piotr ma niezwykłą wiedzę o wszystkich sportowych aspektach, związanych ze snowboardingiem. Poza tym jest autorem podręcznika nauki jazdy, szkoleniowego filmu, który wydaliśmy wraz z naszym Katalogiem, niezliczonych publikacji i opracowań. Na wiedzy teoretycznej nie kończą się jednak zainteresowania Piotra: co sezon prowadzi snowpark i organizuje zawody w Zieleńcu, szkoli na snowboardowych i kite’owych obozach, działa w Polskim Związku Snowboardu. Kolejnym „naszym człowiekiem” w PZS-ie jest Szymon Fabrowicz – autor filmu „Halfpipe”, publikowanego na naszym szkoleniowym krążku.
Marek „Jonya” Kowalski – sól tej ziemi, a właściwie Redakcji. Od samego początku współtworzy MDS snowBoard. Nie tylko swoimi zdjęciami… Na redakcyjnych wyjazdach matkuje zawodnikom: na własnych plecach wozi do snowparków papu, picie i krem z filtrem, sypie hopki na backcountry, negocjuje z resortami, żeby nasi pro mieli wszystko za free. I tak sezon za sezonem… W międzyczasie Jonya stał się „tatąjuzka” (słynnego bardziej niż barabara Dody z Radziem, za sprawą strony tatajuzka.blox.pl) oraz zaangażował w pracę w fundacji Pani Anny Dymnej. Po prostu dobry człowiek wyrósł nam z Jonyi… Jesteśmy dumni!
Marek „Motyl” Kurzeja – bardziej zajarany snowboardem nie był i nie jest nawet sam Jake Burton. Dla Motyla jazda na desce to cel życia. Robi też wszystko, żeby była również i sposobem na życie. Częściowo się to udaje, bo organizuje szkolenia, wyjazdy i obozy, a w naszej redakcji odpowiada za testy desek oraz dobre, wciąż nowe pomysły. Jednak Motylowi, w przeciwieństwie do Jake’a, z samej jazdy na desce ciężko zapiąć budżet, więc ślęczy nad fakturami w biurze rachunkowym, a latem wypasa owce w Norwegii – czyli kolejny „człowiek renesansu”. W trudach organizowania i przeprowadzania naszych testów Motylowi pomagał Mariusz Kufel, póki nie przeniósł się na bardziej prestiżowe stanowisko trenera snowboardowych zawodników.
Jacek „Magik” Kudłaty – jeden z najlepszych polskich wspinaczy skalnych. W poszukiwaniu przygód zwiedził już wszystkie kontynenty. Co Magik robi w naszej bajce? To samo co we wspinaniu, czyli podróżuje po egzotycznych rejonach globusa - również z deską snowboardową. Przez kilka sezonów dostarczał nam relacji z freeride’ów na Alasce lub w Kaukazie - w czasach, gdy Kaukaz był omijany szerokim łukiem przez większość snowboardowych turystów. Podobnie egzotyczne relacje ze swoich wypraw w Kaukaz i na Kamczatkę przygotowywał dla nas Piotr „Mimi” Szlęzak.
Jarek „Yarrek” Możdżyński – w porównaniu z dinozaurowym wiekiem MDS-u, Yarrek stanowi okres nowożytny. Jednak dzięki pracowitości i profesjonalnemu zaangażowaniu bardzo szybko wspiął się do panteonu najlepszych polskich snowboardowych fotografów. Efekty jego działalności znajdziecie nie tylko w naszym magazynie – Yarrek publikuje w większości tytułów związanych ze snowboardem, również poza granicami kraju.
Wiktor Owlasiuk – Wiktor jest współwłaścicielem Studia Filmowego, zajmującego się tworzeniem klipów, reklamówek i tym podobnego video asortymentu. Jednak najważniejszą zajawką Wiktora (oraz jego współpracowników: Szymona i Marcina) jest snowboarding – się wie! Nic zatem dziwnego, że nadmiar twórczej energii Wiktor kanalizuje w tworzenie filmów snowboardowych. Jeden z nich, czyli „Playground” wydaliśmy wspólnie z ubiegłoroczną Fotoedycją MDS-u. Obecnie Wiktor zajmuje się recenzowaniem dla nas snowboardowej X muzy.
Beata Potocka – nasz Wydawca! Brzmi fajnie, co? Ale to tylko efekt niezbyt celnych skojarzeń, bo Wydawca w naszym wydawnictwie oznacza osobę odpowiedzialną za wszystko i wszystko starającą się ogarnąć. A najczęściej jest tego zbyt wiele. Dlatego mieszanymi uczuciami darzy zimę – z jednej strony to najpiękniejszy okres w roku, z drugiej po kilka godzin snu na dobę i niekończąca się kolejka problemów do rozwiązania. Pewnie dlatego Beata uważa, że piękniejszą porą roku jest wiosna – wtedy można nadrobić na desce wszystkie dni, które umknęły zimą. No i... wreszcie sie wyspać.
Maciek „Morgan” Stanisz – milion pomysłów, cała masa dobrych rad… Co ciekawe, niektóre z nich wykorzystujemy :) Na inne nie starczyłoby życia… Tak czy owak, Morgan zawsze potrafi zaskoczyć – jak nie ciekawym pomysłem, to szokującym niusem, albo przynajmniej wstrząsającą plotką. Dzięki niemu nie tracimy kontaktu z rzeczywistością i… światem równoległym.
Jacek Szymilewicz – pojawiał się i znikał. W jego telefonie zawsze jakiś egzotyczny operator informował, że właściciel nie może teraz odebrać połączenia. Jeśli jednak Jacek telefon odbierał, zawsze wynikała z tego jakaś ciekawa akcja. Szkoda nam, że już tak nie jest.
Rafał Wielgus – czapki z głów! Rafał jest już niemal klasyką naszej krajowej fotografii skate i snow. Jego prace były inspiracją dla wszystkich, którzy postanowili wziąć aparat w dłonie i popróbować swoich sił na stoku. Mimo licznych mniej lub bardziej uświadomionych naśladowców, Rafał ciągle potrafi zaprezentować swoje odmienne, niepowtarzalne spojrzenie na typowy, zdawać by się mogło, temat. Na pracach Rafała wyrosło kilka polskich tytułów prasowych. Korzystamy też i my.
Bartek Wyszyński – gość z tekstami tak śmiesznymi, że u mniej odpornych osobników powodował niekontrolowane skurcze pęcherza moczowego. Miał też świetne pomysły i dużą szansę na zostanie prawdziwym snowboardowym luzakiem. Niestety, podstępne życie Warszawki wciągnęło go w swoje tryby i zmieliło. Stał się kolejnym japiszonem, codziennie przywdziewającym garniaczek, by totalnie dziczeć w weekendy. Tu Ziemia, pozdrawiamy tych na orbicie!
Michał Żelawski – pierwszy odważny w naszym kraju, który postanowił opracować i wydać przewodnik po snowarkach. I to nie tylko tych znajdujących się w alpejskich miejscówkach, ale też (co za odwaga!) w lokalnych górkach. A jak wiadomo, polskie snowarki są efemerydą, trudną nie tylko do usystematyzowania, ale też do zaobserwowania w naturze. Część tytanicznej pracy Michała mieliście możliwość odnaleźć na łamach naszego Katalogu.
Wojtek „Wzorowy” Antonów, Janek Kriwol, Piotr „Bednar” Bednarski, David Blażek – wszyscy są fotografami, na co dzień współpracującymi z różnymi czasopismami z branży snow/skate. Swoimi zdjęciami zasilają również nasz magazyn, a głównie Fotoedycję. Tak liczna grupa specjalizujących się w snowboardingu fotografów jest niespotykana w innych sportach outdoorowych: w narciarstwie, rowerach górskich, czy wspinaczce. To cieszy!
Krzysztof Baran, Miłosz Kędracki, Grzesiek Chłopicki, Marcin Klag, Janusz Maniak, Maciek Rozciszewski – ludzie, którzy odcisnęli piętno na naszym magazynie w pierwszym okresie jego ukazywania. Krzysztof był właścicielem Wydawnictwa Góry, który nie bał się zaryzykować, by wejść w tak niepewny „interes”, jakim było tworzenie snowboardowego czasopisma. Miłosz, Grzesiek, Marcin, Janusz i Maciek tworzyli zespół BikeBoard-u, czyli rowerowo-deskowego magazynu, stanowiącego bezpośredni zaczyn w tyglu powstającego MDS-u.
Oczywiście od 2007 roku lista osób, dzieki którym powstaje snowBoard MDS znacznie się wydłużyła i wciąż pęcznieje – niebawem ją zaktualizujemy.






