48/2010
.: Zawody / relacje z krajowych imprez
.: Michał Ligocki / po olimpijskim występie
.: SnowTour / pracowity miesiąc w Austrii
.: Kuba Dytkowski / wywiad
.: Sprzęt lawinowy / ekwipunek na wagę życia
.: BEO / Zwycięstwo Pauliny!
.: Śląsk / next level
.: Camper trip Transylvania / freeride'owa tułaczka
.: F.O.D.T. w Warszawie / tydzień ostrego jibu
.: Michał Ligocki / po olimpijskim występie
.: SnowTour / pracowity miesiąc w Austrii
.: Kuba Dytkowski / wywiad
.: Sprzęt lawinowy / ekwipunek na wagę życia
.: BEO / Zwycięstwo Pauliny!
.: Śląsk / next level
.: Camper trip Transylvania / freeride'owa tułaczka
.: F.O.D.T. w Warszawie / tydzień ostrego jibu
JAKE BURTON
Wyłóż się wygodnie w fotelu i pomyśl o czymś przyjemnym. Niechby nawet nieosiągalnym. Co by to mogło... 40 dużych baniek w lotto? Grubo, ale jakoś strasznie banalnie. Stać cić na coś więcej! Otwórz umysł, uwolnij marzenia... A co byś powiedział na coś takiego: jesteś właścicielem jednej z największych snowboardowych marek na świecie. Nieźle, co?!

FIRMA
Sprzęt Burtona może nam odpowiadać lub nie, ciuchy mogą się podobać lub wzbudzać mieszane uczucia, na jakość będziemy narzekać lub wręcz przeciwnie - piać z zachwytu... Obojętne jednak, jaki mamy stosunek do produktów Burtona, obiektywnie musimy przyznać, że fenomen tej marki nie ma sobie równych. I to nie tylko w snowboardowej branży. Właściwie stanowi projekcję wzorcowej formy amerykańskiego snu o sukcesie. Z pewnymi autorskimi modyfikacjami samego Jake'a, które sprawiają, że cała historia staje się jeszcze bardziej nieprawdopodobna.
Bo fakty są takie, że ponad trzy dekady temu firma powstała praktycznie od podstaw, dzięki fizycznej pracy Burtona, który ręcznie rzeźbił pierwsze modele desek w stodole na farmie. Oczywiście wszystko kwitło wspaniale, dzieki bogatemu nawożeniu pasją, ale to akurat jest element wspólny i typowy dla wielu niszowych przedsięwzięć. Natomiast zupełnie nietypowe dla "niszowych" jest to, że odnosząca sukcesy snowboardowa "firemka" nie została w pewnym momencie wykupiona, przejęta lub "nakryta czapką" przez jakiegoś światowego giganta od nart lub międzynarodową korporację dresowych specjalistów. Co więcej, firma zarządzana przez człowieka, który przez wiele lat sam uczestniczył i wygrywał w snowboardowych zawodach, została niekwestionowanym liderem sprzedaży (najczęściej 1 pozycja w podstawowym sprzęcie, a co najmniej pierwsza piątka w pozostałym asortymencie) na rynku amerykańskim, azjatyckim no i europejskim, skupia w swoim teamie (a właściwie kilku teamach) największe postacie snowboardingu ze wszystkich kontynentów oraz angażuje się w tyle różnorodnych, ambitnych i najczęściej nowatorskich przedsięwzięć, że aż wydaje się to nieprawdopodobne. Nie wierzycie? To wskażcie mi drugą markę, która w swojej branży tak mocno działa równocześnie w tak wielu dziedzinach. Przez ponad 30 lat działalności Burton osiągnął wszystko, co było do osiągnięcia - uznanie klientów, szacunek konkurencji, najlepszych zawodników i bajeczną sprzedaż - nie tracąc jednocześnie nic ze swojego, ciągle świeżego entuzjazmu.
I w tym chyba należy upatrywać siły Jake'a oraz sukcesów jego firmy - w niegasnącej zajawce, umiejętnie "sprzedawanej" współpracownikom, ale też i ogromnej ilości ludzi na całym świecie.

JAKE
O Jake'u Burtonie z pewnością słyszeliście niejedną historię. Trudno, żeby było inaczej, skoro to ikona, żywa legenda i całkiem żwawy dinozaur snowboardingu. Każdy, kto sięga do historii naszego sportu nie może pominąć udziału, jaki miał Burton w tworzeniu tego, co obecnie jest dla nas tak ważne. Choć w rzeczywistości było kilka osób, które niemal równocześnie kreowały raczkujący snowboarding, świat pamięta najczęściej o Jake'u Burtonie. Ale tak to już jest - zwycięzcy biorą wszystko.
MDS: Jak wyglądały początki twojej dzialalności?
Jake: U schyłku lat 60-tych modyfikowałem snurfery. Działo się tak aż do 1977 roku, kiedy założyłem firmę Burton i stworzyłem pierwszy prototyp, który niedługo potem trafił do produkcji. Nie wyniosłem zbyt wielkiej wiedzy ze szkoły, ale starałem się jak mogłem, próbując stworzyć pierwszy snowboard w stodole w Vermont. Nie miałem gotowej recepty. Kombinowałem, łącząc doświadczenia, jakie zdobyłem na deskorolce i surfingu. Wszystko robiłem na wyczucie, co spowodowało, że zanim moja deska nadawała się do jazdy, musiało minąć sporo czasu.
Skąd w takim razie sukces, który osiągnąłeś mimo niezbyt obiecującego, za to bardzo trudnego startu?
Myślę, że mój sukces wziął się z tego, że byłem w tym sporcie od samego początku, pracowałem niesamowicie ciężko oraz stosowałem bardzo kreatywne sposoby rozwiązywania problemów i pokonywania wyzwań. Jeśli robisz to wszystko, a do tego otaczasz się właściwymi ludźmi, których dobrze traktujesz, to wszystko wtedy będzie ok.
Co obecnie najbardziej cię cieszy, gdy przychodzisz do pracy?
Kiedy wchodzisz do swojego domu, to żyjesz i "oddychasz" swoją rodziną. Gdy wchodzę do siedziby firmy Burton, mam możliwość życia i "oddychania" snowboardingiem. Robiłem to przez ponad połowę mojego życia. Dzięki temu czuję się szczęśliwie i bardzo komfortowo. A poza tym lubię również witać się ze wszystkimi psami, które spotkam w drodze do pracy :)

Jeśli miałbyś absolutny wpływ na przemysł snowboardowy, to co starałbyś sie zmienić?
Myślę, że wprowadziłbym regułę, dzięki której nie można byłoby robić targów snowboardowych nigdzie indziej, jak tylko w kurortach z dużą ilością puchu ;)
Czy był jakiś dramatyczny moment w historii firmy Burton?
Tak. Mniej więcej 20 lat temu nasz bank, który pożyczał nam pieniądze, potrzebne na dalsze rozkręcanie interesu, stwierdził, że już więcej kredytu nam nie udzieli. Bankierzy byli przekonani, że snowboard to chybiony pomysł. To były naprawdę straszne czasy...
Czy jest dla ciebie cos ważniejszego niż snowboarding?
Zdecydowanie tak: rodzina i przyjaciele.
Czy miło jest być Jake'm Burtonem, osobą numer jeden w światowym snowboardingu?
Są plusy i minusy. Do tych pierwszych zaliczyć mogę możliwość podróżowania po świecie i jeżdżenia przez ponad 100 dni w roku na prototypach produktów, których nie ma jeszcze na rynku. Mogę też pracować z super zabawnymi ludźmi. Natomiast po stronie niedogodności znajduje się obowiązek jeżdżenia na targi i ciągłe znajdowanie się w centrum uwagi wszelkiego rodzaju dupków.
Co mógłbyś doradzić ludziom, chcącym skopiować twój sukces?
Wybierz zajęcie związane ze swoją pasją i nigdy się nie poddawaj.

Czy jest ktoś, kto stanowi dla ciebie inspirację?
Craig Kelly - zarówno kiedy żył, jak i po swojej śmierci (zginął w lawinie w 2003 roku - dop. red.) zawsze wskazywał mi drogę.
Jaki sport, poza snowboardingiem, lubisz uprawiać?
Zdecydowanie najwięcej czasu, poza sezonem snowboardowym, spędzam jeżdżąc na wyprawy surfingowe, I wygląda na to, że z każdą wyprawą staję się coraz bardziej uzależniony od tej zajawki. Nigdy nie będę w tym tak dobry jak w snowboardzie, ale świetnie się bawię, dążąc do doskonałości.
Jak chciałbyś być zapamiętany przez ludzi?
Jako dobry mąż, ojciec, przyjaciel, krewny i ktoś, kto zawsze robił właściwe rzeczy zarówno dla całego snowboardingu, jak I dla marki Burton.
Co niesie dla Ciebie przyszłość?
Mam nadzieję, że dużo więcej dni z puchem i kilka beczułeczek po drodze :)
Wyłóż się wygodnie w fotelu i pomyśl o czymś przyjemnym. Niechby nawet nieosiągalnym. Co by to mogło... 40 dużych baniek w lotto? Grubo, ale jakoś strasznie banalnie. Stać cić na coś więcej! Otwórz umysł, uwolnij marzenia... A co byś powiedział na coś takiego: jesteś właścicielem jednej z największych snowboardowych marek na świecie. Nieźle, co?!

FIRMA
Sprzęt Burtona może nam odpowiadać lub nie, ciuchy mogą się podobać lub wzbudzać mieszane uczucia, na jakość będziemy narzekać lub wręcz przeciwnie - piać z zachwytu... Obojętne jednak, jaki mamy stosunek do produktów Burtona, obiektywnie musimy przyznać, że fenomen tej marki nie ma sobie równych. I to nie tylko w snowboardowej branży. Właściwie stanowi projekcję wzorcowej formy amerykańskiego snu o sukcesie. Z pewnymi autorskimi modyfikacjami samego Jake'a, które sprawiają, że cała historia staje się jeszcze bardziej nieprawdopodobna.
Bo fakty są takie, że ponad trzy dekady temu firma powstała praktycznie od podstaw, dzięki fizycznej pracy Burtona, który ręcznie rzeźbił pierwsze modele desek w stodole na farmie. Oczywiście wszystko kwitło wspaniale, dzieki bogatemu nawożeniu pasją, ale to akurat jest element wspólny i typowy dla wielu niszowych przedsięwzięć. Natomiast zupełnie nietypowe dla "niszowych" jest to, że odnosząca sukcesy snowboardowa "firemka" nie została w pewnym momencie wykupiona, przejęta lub "nakryta czapką" przez jakiegoś światowego giganta od nart lub międzynarodową korporację dresowych specjalistów. Co więcej, firma zarządzana przez człowieka, który przez wiele lat sam uczestniczył i wygrywał w snowboardowych zawodach, została niekwestionowanym liderem sprzedaży (najczęściej 1 pozycja w podstawowym sprzęcie, a co najmniej pierwsza piątka w pozostałym asortymencie) na rynku amerykańskim, azjatyckim no i europejskim, skupia w swoim teamie (a właściwie kilku teamach) największe postacie snowboardingu ze wszystkich kontynentów oraz angażuje się w tyle różnorodnych, ambitnych i najczęściej nowatorskich przedsięwzięć, że aż wydaje się to nieprawdopodobne. Nie wierzycie? To wskażcie mi drugą markę, która w swojej branży tak mocno działa równocześnie w tak wielu dziedzinach. Przez ponad 30 lat działalności Burton osiągnął wszystko, co było do osiągnięcia - uznanie klientów, szacunek konkurencji, najlepszych zawodników i bajeczną sprzedaż - nie tracąc jednocześnie nic ze swojego, ciągle świeżego entuzjazmu.
I w tym chyba należy upatrywać siły Jake'a oraz sukcesów jego firmy - w niegasnącej zajawce, umiejętnie "sprzedawanej" współpracownikom, ale też i ogromnej ilości ludzi na całym świecie.

JAKE
O Jake'u Burtonie z pewnością słyszeliście niejedną historię. Trudno, żeby było inaczej, skoro to ikona, żywa legenda i całkiem żwawy dinozaur snowboardingu. Każdy, kto sięga do historii naszego sportu nie może pominąć udziału, jaki miał Burton w tworzeniu tego, co obecnie jest dla nas tak ważne. Choć w rzeczywistości było kilka osób, które niemal równocześnie kreowały raczkujący snowboarding, świat pamięta najczęściej o Jake'u Burtonie. Ale tak to już jest - zwycięzcy biorą wszystko.
MDS: Jak wyglądały początki twojej dzialalności?
Jake: U schyłku lat 60-tych modyfikowałem snurfery. Działo się tak aż do 1977 roku, kiedy założyłem firmę Burton i stworzyłem pierwszy prototyp, który niedługo potem trafił do produkcji. Nie wyniosłem zbyt wielkiej wiedzy ze szkoły, ale starałem się jak mogłem, próbując stworzyć pierwszy snowboard w stodole w Vermont. Nie miałem gotowej recepty. Kombinowałem, łącząc doświadczenia, jakie zdobyłem na deskorolce i surfingu. Wszystko robiłem na wyczucie, co spowodowało, że zanim moja deska nadawała się do jazdy, musiało minąć sporo czasu.
Skąd w takim razie sukces, który osiągnąłeś mimo niezbyt obiecującego, za to bardzo trudnego startu?
Myślę, że mój sukces wziął się z tego, że byłem w tym sporcie od samego początku, pracowałem niesamowicie ciężko oraz stosowałem bardzo kreatywne sposoby rozwiązywania problemów i pokonywania wyzwań. Jeśli robisz to wszystko, a do tego otaczasz się właściwymi ludźmi, których dobrze traktujesz, to wszystko wtedy będzie ok.
Co obecnie najbardziej cię cieszy, gdy przychodzisz do pracy?
Kiedy wchodzisz do swojego domu, to żyjesz i "oddychasz" swoją rodziną. Gdy wchodzę do siedziby firmy Burton, mam możliwość życia i "oddychania" snowboardingiem. Robiłem to przez ponad połowę mojego życia. Dzięki temu czuję się szczęśliwie i bardzo komfortowo. A poza tym lubię również witać się ze wszystkimi psami, które spotkam w drodze do pracy :)

Jeśli miałbyś absolutny wpływ na przemysł snowboardowy, to co starałbyś sie zmienić?
Myślę, że wprowadziłbym regułę, dzięki której nie można byłoby robić targów snowboardowych nigdzie indziej, jak tylko w kurortach z dużą ilością puchu ;)
Czy był jakiś dramatyczny moment w historii firmy Burton?
Tak. Mniej więcej 20 lat temu nasz bank, który pożyczał nam pieniądze, potrzebne na dalsze rozkręcanie interesu, stwierdził, że już więcej kredytu nam nie udzieli. Bankierzy byli przekonani, że snowboard to chybiony pomysł. To były naprawdę straszne czasy...
Czy jest dla ciebie cos ważniejszego niż snowboarding?
Zdecydowanie tak: rodzina i przyjaciele.
Czy miło jest być Jake'm Burtonem, osobą numer jeden w światowym snowboardingu?
Są plusy i minusy. Do tych pierwszych zaliczyć mogę możliwość podróżowania po świecie i jeżdżenia przez ponad 100 dni w roku na prototypach produktów, których nie ma jeszcze na rynku. Mogę też pracować z super zabawnymi ludźmi. Natomiast po stronie niedogodności znajduje się obowiązek jeżdżenia na targi i ciągłe znajdowanie się w centrum uwagi wszelkiego rodzaju dupków.
Co mógłbyś doradzić ludziom, chcącym skopiować twój sukces?
Wybierz zajęcie związane ze swoją pasją i nigdy się nie poddawaj.

Czy jest ktoś, kto stanowi dla ciebie inspirację?
Craig Kelly - zarówno kiedy żył, jak i po swojej śmierci (zginął w lawinie w 2003 roku - dop. red.) zawsze wskazywał mi drogę.
Jaki sport, poza snowboardingiem, lubisz uprawiać?
Zdecydowanie najwięcej czasu, poza sezonem snowboardowym, spędzam jeżdżąc na wyprawy surfingowe, I wygląda na to, że z każdą wyprawą staję się coraz bardziej uzależniony od tej zajawki. Nigdy nie będę w tym tak dobry jak w snowboardzie, ale świetnie się bawię, dążąc do doskonałości.
Jak chciałbyś być zapamiętany przez ludzi?
Jako dobry mąż, ojciec, przyjaciel, krewny i ktoś, kto zawsze robił właściwe rzeczy zarówno dla całego snowboardingu, jak I dla marki Burton.
Co niesie dla Ciebie przyszłość?
Mam nadzieję, że dużo więcej dni z puchem i kilka beczułeczek po drodze :)
Imię i Nazwisko: Jake Burton Carpenter
Data urodzenia: 29 kwietnia 1954
Ilość sezonów na desce: 38
Ilość dni na desce poprzedniej zimy: 113
Miasto rodzinne: Stowe, Vermont
Główna siedziba firmy: Burlington, Vermont





